Opublikowano
2014-11-28 14:23
Licencja
Prawa zastrzeżone

Wrzesień Jana Karskiego

Dla Jana Karskiego wojna zaczęła się tak samo, jak dla wszystkich innych Polaków: od wrześniowej klęski. Jak wyglądały te wydarzenia widziane oczami legendarnego kuriera? I co robił, nim tymże kurierem został?


Strony:
1 2 3 4

Zobacz też: 1 września 1939 roku i kampania wrześniowa - jak Niemcy zaatakowały Polskę?

Edward Rydz-Śmigły (fot. Harris & Ewing, ze zbiorów Biblioteki Kongresu USA, domena publiczna) Do żołnierzy 5 dywizjonu artylerii konnej w Oświęcimiu dotarła drogą radiową odezwa prezydenta Ignacego Mościckiego „Do Narodu” w związku z agresją Niemiec na Polskę, wzywająca do rzetelnego wykonania obowiązków obywatelskich i wyrażająca nadzieję na zwycięstwo oręża polskiego. W tym samym duchu brzmiał rozkaz Naczelnego Wodza marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego: „Żołnierze! Niemcy – odwieczny nasz wróg – napadł 1 września 1939 r. na Rzeczpospolitą, naruszając całą naszą granicę. Nadszedł czas wypełnienia naszego żołnierskiego obowiązku. Żołnierze! Walczycie o istnienie i przyszłość. Za każdy krok zrobiony w Polsce musi wróg drogo zapłacić swą krwią. Każdy z was, ufny w słuszność naszej sprawy i sprawiedliwość Bożą, musi zdobyć się na najwyższy wysiłek, by jak najtwardziej wypełnić nakaz obowiązku i honoru. Bez względu na długotrwałość wojny i poniesione ofiary – ostateczne zwycięstwo będzie należało do nas i do naszych sprzymierzeńców”.1

Kapelan dywizjonu ppor. Kozielewskiego zapoznał żołnierzy z listem ks. Józefa Gawliny – biskupa polowego: „Wojna nasza to wojna święta. Oczyśćcie więc serca i uświęćcie dusze wasze. Bądźcie godnymi bojownikami Boga i Polski. Odrzućcie od siebie wszystko, co poziome, grzeszne, niegodne. Bądźcie pewni zwycięstwa”.2

To związanie wysiłku żołnierskiego z etosem chrześcijańskim, o którym traktowały cytowane rozkazy, będzie towarzyszyło Kozielewskiemu przez całą wojnę.

Już w pierwszych dniach jej trwania przeżył konfrontację optymistycznych przewidywań z olbrzymią przewagą wroga, dysponującego silnym lotnictwem, bronią pancerną i rozbudowaną agenturą wśród mieszkańców południowej Polski. Jak wspominał: „Koszary zostały zniszczone niemal całkowicie. Dworzec kolejowy zrównany z ziemią i kiedy okazało się, że nie da się powstrzymać natarcia Niemców, dano rozkaz odwrotu. Nasza bateria rozerwana miała opuścić miasto w szyku bojowym, pod bronią, z zapasem amunicji i prowiantu posuwała się w kierunku Krakowa”.3

Jego bateria jak większość oddziałów była nękana stałymi atakami lotniczymi i atakami „zza węgła” niemieckiej piątej kolumny, a na terenach Ziemi Lwowskiej i Podola przez grupy nacjonalistów ukraińskich. Oddziały polskie wymieszane z ludnością cywilną z trudem kierowały się, zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza, ku granicy z Rumunią lub Węgier. Jak pisał po latach: „Tysiące samolotów leciało na ośrodki przemysłowe, transportowe i komunikacyjne, na zgrupowanie wojsk i bazy lotnicze, niszcząc je ciężkimi bombardowaniami. Bezbronne miasta i miasteczka zaatakowały stukasy (bombowce nurkujące), powodując panikę, której skutkiem było bezładne i rozpaczliwe przemieszczanie się mas ludności. Pogłębiało to jeszcze ogólny chaos i zamieszanie. Polacy mieli nie więcej niż 770 samolotów, z których połowę używano do celów szkoleniowych bądź remontowano. Dysponowali zaledwie 170 myśliwcami nieodpowiednimi dla operacji w nowoczesnej wojnie. Wkrótce też stało się oczywiste, że nie mieli skutecznych środków do obrony przeciwlotniczej. Zmotoryzowane dywizje pancerne wkroczyły od północy, zachodu i południa, okrążając, odcinając i rozbijając polskie oddziały wojskowe. […] Strategia polska zorientowana była na działania defensywne. Oparta była na założeniu, że atak Niemców spotka się z natychmiastową francuską i brytyjską odprawą na lądzie, morzu i w powietrzu”.4

Demonstracja pod ambasadą Wielkiej Brytanii w Warszawie, 3 września 1939 r.

3 września 1939 r. dotarła widomość o formalnym przystąpieniu Wielkiej Brytanii i Francji do wojny po stronie walczącej Polski. W Warszawie i w całym kraju, także w cofających się zdziesiątkowanych oddziałach polskich wywołało to euforię. Nie trwała jednak długo, gdyż kraje te nie rozpoczęły działań militarnych. Tego dnia wojska niemieckie, po wygranych bitwach, zajęły Częstochowę, Katowice, Chorzów, Toruń, Bydgoszcz i zbliżały się do Poznania oraz Krakowa. 5–6 września rozbiły Armię „Łódź” pod Piotrkowem i Tomaszowem Mazowieckim, a 8–12 września weszły nad środkową Wisłę (od Warszawy do Sandomierza). 7 września przekroczyły Narew, 9 września sforsowały dolny Bug, a 10 września przekroczyły San. Walczące oddziały polskie nie wiedziały, że – jak napisał Karski – „4 i 6 września odbyły się w Paryżu międzysojusznicze konferencje wojskowe (z udziałem Gamelina, Ironside’a i marszałka Royal Air Force Cyrila Newalla). Wszyscy uczestnicy zgodzili się co do tego, że nie należy podejmować żadnej ofensywy generalnej na froncie wschodnim, że Polska będzie musiała sama ponieść główny ciężar niemieckiej napaści, doznać klęski, a następnie, po wojnie powróci się jej niepodległość. 8 września Daladier, Gamelin i generał Vuillemin ustalili zgodnie, że francuskie bombowce nie powinny bombardować Niemiec, z wyjątkiem obiektów ściśle wojskowych. Obawiano się, że bombardowania mogłyby spowodować odwet na francuskiej ludności cywilnej. Następnego dnia oceniano sytuację w Polsce jako beznadziejną, a zatem uznano bombardowanie Rzeszy za bezcelowe”.5 Podobne rozumowanie dominowało w Londynie, chociaż samoloty Royal Air Force rozrzucały ulotki propagandowe nad Berlinem.

7 września po morderczych atakach niemieckich padło Westerplatte. Po przejściowych sukcesach połączonych armii „Poznań” i „Pomorze” w bitwie nad Bzurą, stoczonej pod dowództwem gen. Tadeusza Kutrzeby 9–19 września, jej rozbite oddziały przedostały się do otoczonej Warszawy, która broniła się do 28 września. Na agresję sowiecką na Polskę 17 września 1939 r. stolica RP odpowiedziała konsolidacją swej obrony i powołaniem Komitetu Obywatelskiego Obrony Warszawy, na wzór Rady Obrony Stolicy z 1920 r. [6] Gdynia i Oksywie broniły się do 19 września, a dziesięć dni później skapitulowała twierdza „Modlin” broniona przez wojska dowodzone przez gen. Wiktora Thommée.

Załoga Helu broniła się do 2 października, a grupa operacyjna gen. Franciszka Kleeberga „Polesie” do 5 października 1939 r. Część rozbitych oddziałów polskich przekształciło się w oddziały partyzanckie i prowadziło walkę do lata 1940 r. Wśród nich wyróżniał się oddział mjr. Henryka Dobrzańskiego (Hubala) walczący na Kielecczyźnie.

Powyższy fragment pochodzi z:

Autor: Marian Marek Drozdowski
Tytuł: „Jan Karski Kozielewski 1914-2000”
format B5
objętość 362 strony
oprawa twarda
2014
Sugerowana cena detaliczna: 59,00 zł
Kup książkę w Empik.com!
Kup książkę w Bonito.pl!

Przypisy

1 M.M. Drozdowski, Starzyński. Legionista, polityk gospodarczy, prezydent Warszawy, Warszawa 2006, s. 330.

2 Tamże, s. 331.

3 J. Karski, Tajne państwo…, s. 24.

4 J. Karski, Wielkie mocarstwa…, s. 312.

5 Tamże, s. 315.fn6. M.M. Drozdowski, Starzyński…, s. 384–385.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Marian Marek Drozdowski

Historyk i varsavianista polski, profesor Instytutu Historii PAN, autor wielu prac z zakresu historii Polski i Warszawy.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org