Opublikowano
2013-07-14 18:20
Licencja
Wolna licencja

Zanim zapłonął Wołyń – rzeź Humania 1768

Kiedy w 1943 roku wołyńskie wioski spływały krwią, z pewnością wielu przypominało sobie historie opowiadane przez dziadków, a wśród nich tę szczególnie okrutną. W ukraińskim Humaniu, oddalonym o ponad 500 km od Łucka – stolicy Wołynia - w 1768 roku doszło do bestialskiej rzezi polskiej i żydowskiej ludności. Ofiary liczono w tysiącach, a pamięć o tej zbrodni na długo wzbudziła nieufność pomiędzy Polakami a rodzimą ludnością ruską.


Strony:
1 2 3 4

Zobacz też: Rzeź wołyńska – historia i pamięć o zbrodni UPA

Co za świat! Co za świat! Ciemny dziki morderczy. Świat ucisku i przemocy. Świat bez władzy, bez rządu, bez ładu i bez sprawiedliwości i bez miłosierdzia. Krew w nim tańsza od wina, człowiek tańszy od konia. Świat, w którym łatwo zabić, trudno nie być zabitym. Kogo nie zabił Tatarzyn, tego zabił opryszek, kogo nie zabił opryszek, tego zabił sąsiad.

– taki opis Rusi Czerwonej zawarł w swojej książce „Prawem i lewem” Władysław Łoziński. Doskonale mógłby on jednak pasować także do południowo-wschodnich krańców Rzeczpospolitej zwanych Ukrainą. Jakże nie przystaje do tego opisu ich sielankowa wizja zawarta w piosence „Hej sokoły”! Jakże jej treść nie odpowiada okrutnej rzeczywistości jaka przez wieki kształtowała te tereny! Bezkresne obszary tej krainy kwitły w poczuciu zagrożenia ze strony Tatarów, dla których było to miejsce stałych wycieczek łupieżczych. Coraz częściej jednak z niepokojem spoglądano nie tylko w stronę Dzikich Pól. Wraz z buntami kozackimi jakie wybuchły w XVII wieku, rosła nienawiść pomiędzy miejscowymi Polakami, a rodzimą ludnością ruską. U podstaw sporu legły narastające problemy społeczne, na które odpowiedzią była ideologia zemsty wzniecana wątkami wyznaniowymi.

XIX-wieczny ukraiński pisarz Pantelejmon Kulisz pisał w „Pisance Rusinom i Polakom na Wielkanoc 1882 roku”:

Na zbyt ciasnej ziemi, między dwoma morzami, panuje zagorzały Rusin ze swoim okrutnym i nieubłaganym tysiącletnim wrogiem, Lachem, i natchniona przez stulecia omamów wściekłości czyni ich obu opętańczymi. Niczym dwa lwy, przed którymi drżał niegdyś groźny dla całego chrześcijaństwa Bosfor, z wielkiego żalu do tego, co było i minęło, z ogromnej rozpaczy przed tym, co snadź musi się zdarzyć, rozdzierają sobie teraz nawzajem piersi do głębi serca i patrzą krwiożerczym wzrokiem złości na tę uciechę, dzięki której weselą wspólnych wrogów swoich. Na tę nieszczęsną walkę tracą oni ostatnie siły, ostatnie swoje zasoby i niczym ci gladiatorzy przed rzymskim zgromadzeniem ludu gotują sobie śmierć nawzajem acz śmiercią tą nie pochwali się żaden z ich potomków.

Słowa te nie były jedynie ponurym proroctwem zapowiadającym wydarzenia jakie podzielą Polaków i Ukraińców w XX wieku. Były szczerą refleksją nad przeszłością naznaczoną krwią i bólem. Na Ukrainie żywa wszak była pamięć o wydarzeniach jakie wstrząsnęły tymi terenami w drugiej połowie XVIII wieku.

Hajdamacy i opryszki

W 1763 roku kończył się okres panowania Sasów na polskim tronie. W nową epokę Rzeczpospolita wkraczała osłabiona konfliktem politycznym, który skutecznie blokował wszelkie możliwości reform. Dwa stronnictwa skupione wokół Potockich i Czartoryskich nie potrafiły skutecznie przeprowadzić własnych projektów zmian, co pogrążało państwo polsko-litewskie w coraz większym chaosie. Jednak nie tylko spór pomiędzy zwaśnionymi fakcjami osłabiał stabilność Rzeczpospolitej. Z niemocy tej korzystały nie tylko państwa ościenne, ale także zbrojne bandy, które w zanarchizowanym państwie czuły się swobodnie. Dotyczyło to szczególnie południowo-wschodnich kresów gdzie grasowały watahy opryszków i hajdamaków.

W legendach ludowych ci zuchwali rozbójnicy uznawani byli za obrońców ludzi uciśnionych i biednych. Ukraińscy Janosikowie grabić mieli bogatych, aby dawać ubogim, kierując się przy tym zbójnickim honorem i prawem. W jednej z baśni czytamy:

Rozbijali tych panów, co chłopom krzywdę wyrządzali; bogatym zabierali, a biednym dawali; za nami się ujmowali i bronili od wszelkiego złego

Rzeczywistość daleko odbiegała jednak od stepowych mitów. Bandy opryszków i hajdamaków za nic miały los ruskich chłopów i prostaczków. Okradano ich równie chętnie jak napasionych panów. Mimo to po wioskach i miasteczkach Ukrainy opowiadano bajdy i śpiewano pieśni sławiące hajdamacką fantazję i zuchwalstwo opryszków. Być może działo się tak ponieważ równie mityczne było rzekome okrucieństwo rozbójników. Gromady hajdamaków i opryszków były bowiem na tyle małe, że każde starcie zbrojne mogło je narazić na poważne straty. Broń służyła więc jako straszak przydatny w wyłudzaniu pieniędzy, złota, żywności i innych dóbr.

Pomnik bębna hajdamackiego w Chołodnym Jarze (fot. Uk-Kamelot, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.)

Tylko niekiedy ich działania przekształcały się w krwawe jatki, które do niewyobrażalnych rozmiarów pompowała propaganda lokalnych władz. Miała ona nie tylko wzbudzać niechęć do rozbójników, ale uzasadniać brutalny zestaw kar stosowanych wobec złapanych przestępców. Najczęściej skazywano ich na śmierć, wyrok zaś wykonywano ze szczególnym okrucieństwem. Miał on charakter publiczny. Hajdamaków i opryszków ćwiartowano żywcem, łamano kołem, wieszano na haku, podpalano i odzierano ze skóry.

Opryszkowie działali głównie na Pokuciu i Bukowinie. Legendy o nich opowiadano także w Mołdawii i na Podolu. Były to najprawdopodobniej „sezonowe” oddziały młodzieńców, które zbierały się na doraźnie na konkretną grabież, a następnie uciekały w góry, aby znaleźć schronienie przed ekspedycjami karnymi jakie próbowały pacyfikować bandy rozbójnicze. W „Kurierze Polskim” pisano:

Wypadają, chwytają, gdzie co mogą złapać i znikają, bo podjazdy nie mogą ich wyśledzić – jakby zapadali się pod ziemię

Kiedy niebezpieczeństwo mijało, młodzieńcy wracali do rodzin i dawnych prac ciesząc się zdobytym łupem. Nieco inną formę przyjmowały watahy hajdamackie, które prawdopodobnie były dobrze zorganizowanymi oddziałami wojskowymi, nawiązującymi strukturą do dawnych tradycji kozackich. Hajdamacy działali głównie na pograniczu polsko-rosyjskim rabując tereny Lewobrzeżnej i Prawobrzeżnej Ukrainy. Władze obydwu państw starały się więc powstrzymać zuchwałych rozbójników, jednak bezskutecznie. Liczebność sił hajdamackich rosła z roku na rok.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Sebastiana Adamkiewicza „Zrozumieć Polskę szlachecką”

Autor: Sebastian Adamkiewicz
Tytuł: „Zrozumieć Polskę szlachecką”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-4-6

Stron: 82

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Alicja |

" rosła nienawiść pomiędzy miejscowymi Polakami, a rodzimą ludnością ruską " - czyzby Polacy nie byli rodzima ludnoscia tamtej ziemi, jestesmy obecni ale ona nie jest nasza? maja racje dzisiejsi ukraincy, polacy to zaborcy,



Odpowiedz

Gość |

Tak kochani ,nie jedna mysl przednia wspaniala zostala zaniechana przed strachem oceny,krytykow,polonistow,a ktos tam powiedzial"nie wazne jak sie pisze,ale co sie pisze"Ja potempiany w szkole dyzlektyk,z pewnoscia od bledow az sie roi.



Odpowiedz

Gość |

Znowu artykuł nie opisujący najciekawszej kwestii obecności Polaków na ziemiach wschodnich. Piszecie o wydarzeniu, które były skutkiem wielu dość zawiłych wydarzeń, które doprowadziły do opisanych historii. Nic na temat - dlaczego to wszystko wydarzyło się? A banalizowanie opisując Kozaków jako bandę opryszków jest śmieszne i nieprofesjonalne.



Odpowiedz

@Gość No pewnie, wszak jest oczywistym, że lud kozacki wielce światłym i cywilizowanym był. "nienajciekawsza obecność Polaków" - aha, teraz to już jasne, że kolega ze wschodniego nadania na to forum przybył.



Odpowiedz

Gość: Polak |

Tak to już jest, że nawet portal, który chce uczyć pracy w mediach kala język polski. A każdą próbę zwrócenia mu uwagi od razu kasuje.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Przyłączę się - przy zachowaniu wszelkiej proporcji - do poprzednika w tym iż przypomnę o podobnych pretensjach, które mieli poloniści do niejakiego Sienkiewicza. Coś z tą grupą zawodową jest nietęgo. Niewielu potrafi pisać interesująco a nielicznych potrafiących popularyzować piękno polszczyzny dotyka pewien ostracyzm bardziej "uczonych" kolegów, kolegów w których dorobku trudno o zrozumiały dla "laików" tekst.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org