Opublikowano
2013-02-12 19:08
Licencja
Wolna licencja

Zbrodnia doskonała w gomułkowskiej Warszawie (cz. 1)

W latach 50. i 60. XX wieku w Warszawie dokonano serii brutalnych napadów z bronią w ręku. Sprawa ta pozostaje jedną z największych zagadek kryminalnych powojennej Polski.


1 2 3

Pistolet TT (fot. KEN, na licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 3.0)

Skradziono tylko pistolet służbowy TT oraz 16 sztuk amunicji (dwa magazynki: jeden załadowany, drugi zapasowy). Raport KGMO nie wspomina, aby ofierze zabrano pieniądze, dokumenty czy legitymację służbową. Biorąc pod uwagę fakt zagarnięcia jedynie broni, można śmiało postawić tezę, iż był to napad nastawiony stricte na pozyskanie dodatkowego pistoletu, niezbędnego do dalszej działalności przestępczej.

Na miejscu zabójstwa milicyjni technicy znaleźli łuskę od naboju kaliber 7,62 mm. Ekspertyza balistyczna wykazała, że z broni, z której zabito plutonowego K., oddano również strzał do Zenona W. w trakcie napadu na kasjerkę sklepu obuwniczego „Chełmek”. Przeprowadzone czynności śledcze dowiodły, że napad na milicjanta nie był przypadkowy. Sprawcy najprawdopodobniej od pewnego czasu obserwowali funkcjonariusza podążającego z domu na przystanek tramwajowy. Analitycy Oddziału Służby Kryminalnej KGMO zwrócili również uwagę, że miejsce morderstwa nie było oświetlone. Przypuszczano, że w ramach przygotowań do akcji sprawcy uszkodzili latarnię miejską.

Pomimo braku świadków samego zabójstwa, milicjantom udało się dotrzeć do ludzi, którzy około godziny 21 widzieli podejrzaną grupę mężczyzn (co najmniej trzech). Świadkowie zwrócili również uwagę na trzech mężczyzn, którzy bezpośrednio po napadzie uciekali ulicą Bednarską.

1 czerwca 1959: skok na konwój pocztowy

Na kolejne działanie grupy nie trzeba było długo czekać. Przestępcy zaatakowali niespełna dwa miesiące później, 1 czerwca 1959 roku. Ich celem był konwój pocztowy przewożący pieniądze z Urzędu Pocztowo-Telekomunikacyjnego nr 57 zlokalizowanego przy alei Armii Ludowej, nieopodal alei Wyzwolenia.

Furgonetka Przedsiębiorstwa Transportowego „Łączność” zatrzymała się przed UPT-57 około godziny 21.50. Konwojent Łukasz Cz. wysiadł z samochodu i udał się do Urzędu aby dopełnić formalności oraz przejąć pieniądze. Po około 10-15 minutach konwojent opuścił budynek wraz ze strażnikiem pocztowym Stanisławem F. Był on uzbrojony w pistolet maszynowy i miał za zadanie ubezpieczyć przejście Łukasza Cz. z urzędu do samochodu.

Wedle późniejszych ustaleń milicji, dwaj bandyci oczekiwali na wyjście konwojenta i strażnika przed UPT. Aby nie wzbudzać podejrzeń, jeden z nich dzierżył najprawdopodobniej puste, kartonowe pudełko zawinięte w szary papier pakowy i przewiązane sznurkiem. Dla postronnego obserwatora sprawcy mogli wyglądać jak interesanci, którzy oczekiwali na zakończenie czynności konwojowych i chcieli nadać paczkę.

Tadeusz Ołdak – „Wampir z Warszawy”

Czytaj dalej...

Po wyjściu pocztowców z budynku napastnicy zaszli mężczyzn od tyłu. Następnie obydwaj wyciągnęli broń i oddali po jednym strzale. Strażnik F. został ciężko ranny w twarz i stracił przytomność. Konwojenta postrzelono natomiast w korpus, a ponieważ dawał oznaki życia, został dobity kolejnym strzałem, tym razem w głowę. Utrata przytomności przez Stanisława F. najprawdopodobniej uratowała mu życie. Można domniemywać, że sprawcy uznali go za martwego i nie uznali za konieczne oddania do mężczyzny kolejnego strzału.

Po unieszkodliwieniu obydwu pracowników poczty napastnicy zabrali worek z pieniędzmi. Następnie sprawcy uciekli wzdłuż płotu okalającego skład budowlany, w stronę ulicy Litewskiej. Tam, według jednego ze świadków, pod domem o numerze 12 czekał na nich samochód marki Warszawa. Zeznania świadka potwierdził pies tropiący – ślad osmologiczny kończył się we wskazanym miejscu.

Łupem bandytów padła kwota 666 600 zł. Według GUS w 1959 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie wynosiło 1 453 zł, co oznacza, że skradziono równowartość około 459 średnich krajowych pensji. Napastnicy zabrali również należący do strażnika pocztowego pistolet maszynowy pepesza (PPSz wz. 43) wraz z magazynkiem zawierającym 35 sztuk amunicji. Warto dodać, że zagarnięta broń strzelała takimi samymi nabojami jak posiadane przez sprawców pistolety TT, można więc domniemywać, że pepeszę skradziono dla zwiększenia zapasu amunicji do posiadanej już broni.

W trakcie oględzin miejsca zbrodni technicy odnaleźli trzy łuski po nabojach wystrzelonych z pistoletów kalibru 7,62 mm. Ekspertyza balistyczna wykazała, że jedna z ujawnionych łusek pochodziła z pistoletu, który był użyty w trakcie napadu na kasjerkę sklepu obuwniczego w 1957 roku . Z tej samej broni zabito też plutonowego K. Pozostałe dwie łuski zostały odstrzelone z pistoletu zrabowanego zamordowanemu milicjantowi. Na kartonowym pudełku porzuconym najprawdopodobniej przez sprawców odnaleziono dwa częściowe odciski palców. Ich fragmentaryczność uniemożliwiała ustalenie pełnego wzoru, ale dawała możliwość dokonania analizy porównawczej w wypadku zatrzymania podejrzanego.

Nabój 7,62 × 25 mm TT. Amunicji tego typu używano między innymi do pistoletów TT (fot. Malis, domena publiczna)

Grupa przestępcza dała o sobie znać kolejny raz kilka dni później, 6 czerwca. Tego dnia do szpitala przy ulicy Lindleya w Warszawie wpłynął anonimowy list adresowany do strażnika pocztowego Stanisława F. Bandyci dowiedzieli się z popołudniówki „Express Wieczorny”, że F. przeżył ich atak oraz że udzielił dziennikarzom krótkiego wywiadu. W związku z tym przestępcy postanowili przesłać poszkodowanemu bardzo specyficzne pozdrowienia (zachowana oryginalna pisownia i układ słów): huju / stul morde przed mentami / ta kulka ci sie należy / z gazety wiemy gdzie mieszkasz / dziekujemy za 35 kulek / general / w smrodzie sie poniewieral / to nie ostatni strzal. Częściowy brak polskich liter można tłumaczyć tym, że list składał się z liter wyciętych z nagłówków artykułów pochodzących z katowickiej „Trybuny Robotniczej”, dokładnie z numeru 131 z dnia 3 czerwca 1959 roku. Wedle ustaleń milicji anonim został nadany w dniu poprzedzającym jego otrzymanie, to jest 5 czerwca, w Urzędzie Pocztowo-Telekomunikacyjnym nr 2 w Katowicach. Śledczy byli na tyle drobiazgowi, że udało im się określić, iż koperta została ostemplowana pomiędzy godziną 19 a 20.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość |

Ten nabuj jest oreginalnie od pepeszy ale ciekawy post /partyzant



Odpowiedz

Gość: jacek m. |

Potwierdzam: ment(y)- milicjant(ci), mentownia - komisariat(milicja w szerszym rozumieniu). Również,czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i pozdrawiam.



Odpowiedz

Gość: Rajmund Adamczak |

Ment to gwarowe określenie policjanta/milicjanta. Popularne tak przed wojną, jak i później, pochodzące podobno z języka lwowskiej światka przestępczego.



Odpowiedz

Gość: kuba |

Bardzo ciekawe, czekam na ciąg dalszy:)



Odpowiedz
Bartłomiej Międzybrodzki

Doktorant Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org