Opublikowano
2016-04-15 20:31
Licencja
Wolna licencja

Kiedy powstała Polska?

(strona 2)

Polska nie powstała nagle. Nie stworzył jej wielki wybuch czy też moc nieogarniętych wzruszeń. Nie wydobyła się ani z wody chrzcielnej Mieszka I, ani z kurzu spod kopyt rycerzy grunwaldzkich. Kiedyś jednak przecież powstać musiała – nie tylko jako państwo, ale konstrukt kulturowy służący do samoidentyfikacji.


Strony:
1 2

Państwo to on!

Złota Kaplica w Poznaniu – posąg Mieszka I i Bolesława Chrobrego (fot. Radomil, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0) Warto przy tym zastanowić się o jakim państwie tutaj mówimy, bo najpewniej dalekie było ono od współczesnych wyobrażeń podmiotu realizującego interesy swoich obywateli, działającego na ich korzyść i za ich pozwoleniem. Państwo Mieszka nie było abstrakcyjną Polską, w której nazwie tkwią marzenia i ambicje jej obywateli. Nie było ciągiem historycznych tradycji, wspomnieniem przelanej krwi przodków, nie było nasiąknięte sentymentem czy poczuciem wspólnoty pokoleń. Nie było więc państwem w tym sensie, w jakim my je widzimy teraz, nie bez powodu familiarnie nazywając ojczyzną. Dla Mieszka była to po prostu jego własność, którą wyznaczał ostrzem miecza i ogniem pochodni. Mieszkańcy byli dla niego poddanymi, którym gwarantował spokój w zamian za sowicie składane daniny. Rozwój wymuszała zaś chęć utrzymania tegoż państwa, zarówno w obliczu zagrożeń zewnętrznych jak i wewnętrznych.

Chrzest nie był więc inicjatywą, która jakkolwiek brała pod uwagę uczucia czy poglądy mieszkańców Wielkopolski. Był wyłącznie prywatną decyzją księcia, który służyć miał jego interesom i jego pozycji wśród władców ówczesnej Europy. Zatem patrzenie na chrzest z perspektywy budowania dzisiejszego rozumienia państwa jest błędne. W stosunkach książę-poddani zmieniał on niewiele, być może bardziej narażając księcia na bunty niż pomagając mu w ugruntowaniu władzy. Czym innym były relacje międzynarodowe, w których stawał się partnerem wiarygodniejszym i przewidywalnym, co w kontekście sąsiedztwa z cesarstwem i planów ekspansji na północ było niezwykle istotne. Czy więc wraz z chrztem urodził się naród? I w tym przypadku odpowiedź musi być przecząca. O jego powstaniu decydowały zupełnie inne czynniki, które działać zaczęły wiele lat po śmierci Mieszka.

Zatem choć chrzest z całą swoja sakralną otoczką, emocjami, podniosłością chwili i efektem przejścia z jednej rzeczywistości do drugiej doskonale pasuje jako punkt zwrotny w dziejach, to trudno jest jednoznacznie wskazać jego państwowo- czy narodowotwórczy charakter. Chrześcijaństwo nie było przecież warunkiem do rozwoju ani państwa, ani poczucia wspólnotowości. Państwo litewskie i bez tego stało się przecież ważnym graczem w walce o dziedzictwo dawnej Rusi Kijowskiej, a książęta poganie doskonale radzili sobie z organizacją państwowości. Nie w tym więc tkwiła istota chrztu i jego znaczenie. Gdzie więc poszukiwać źródeł Polski i jej początków? Jeśli nie w chrzcie, to które z wydarzeń mogłoby być naszym początkiem?

Przeczytaj również: Długie narodziny Polski

Polecamy także: Droga do niepodległości: Polacy (nie)Polacy

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: redakcja@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Tekst jest częścią dodatku tematycznego do Histmag.org, opracowanego we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim, poświęconego 1050. rocznicy chrztu Polski. Inspiracją do publikacji stał się banknot NBP „1050. rocznica chrztu Polski” o nominale 20 zł:

1050. rocznica chrztu Polski
nominał: 20 zł
wymiary: 144 × 77 mm
nakład: do 35 000 szt.
Projektant: Krystian Michalczuk
Zapoznaj się z dodatkowymi informacjami o banknocie!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.
Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Atim |

@bartensteiner, Ci, którzy kiedyś, zamiast się uczyć, czytali Maya, mają teraz czyraka na mózgu, i stale do niego wracają, wszędzie węsząc jego śladów; nie mam tej choroby, bo gdy inni czytali Maya, ja w tym czasie czytałem archeologię, historię, historyczną lingwistykę i genetykę :-). 1) Co do niewystarczalności źródeł, dotyczących polskich plemion u Geografa Bawarskiego, Żywota św. Metodego, Alfreda i innych – to, jak pisałem wyżej, raczej nie cierpię na zapatrzenie w pustą połowę szklanki. Biorę źródła takie jakie są. Mam szklankę tylko do połowy napełnioną, ale MAM! więc nie przeraża mnie tak bardzo ta pusta połowa. Dlatego wiem, że przed powstaniem państwa były plemiona. Byli Polanie, bo byli Polonienses (taka jest logika tego słowa); była Polania, bo była terra Poloniensium. Była dwuzakresowość nazwy etnicznej Polanie i dwuzakresowość nazwy terytorialnej Polania. Dla podkreślenia używano w źródłach łacińskich przerostka –ensis, -ensens. To takie trudne do zrozumienia? 2) Niedostatek źródeł dla okresu przedpolskiego? Tak. Polska powstawała po okresie germańsko-celtyckiej sześciowiekowej okupacji Prasłowian niemal od przysłowiowego zera. W czasie okupacji naszych ziem (od około 200 r. przed Chr. do około 400 po Chr.), kiedy ludność najeźdźcza miała łatwe kontakty językowe z Zachodem i Południem, jakie są o niej informacje? Jaka jest zgodność ich nazw plemiennych i terytorialnych, zanotowanych przez rozmaitych autorów antycznych? Prawie żadna! Czy znamy nazwy plemienne ludności kultury jastorfskiej, która przez kilka wieków przetaczała sie przez ziemie polskie?, a plemiona kultury oksywskiej? a wielbarskiej? a kultury celtyckiej lateńskiej? a wielkiego ludu Gotów, gdy byli na terenie Polski – zaglądnij do Strzelczyka! Więc czego można oczekiwać od autorów w czasie kolejnych wieków ogromnego kryzysu demograficznego i kulturowego, gdy słowiańskojęzyczna ludność powstawała jakby z ruin? A ona jednak była – częściowo autochtonna i praslowiańska, która przetrwała okres germańsko-celtyckiego walcowania i częściowo napływowa i też prasłowiańska - z kultury praskiej! Zaczynały one jakby od zera. W tym czasie świat grecko-rzymski nie docierał do nich. Ta ludność tworzyła naturalne grupy rodowe i struktury plemienne. Takie są prawidła ewolucyjnego rozwoju społeczeństw; czytaj np. Karola Modzelewskiego, a nie Karola Maya! :-) albo etnologa L.H. Morgana i F.Engelsa. Co do tych wspomnianych Prusów – ich też dotknęła nawałnica. Zostali zapewne zdziesiątkowani już za czasów germańskich (oksywsko-wielbarskich). Nie dziw się, że nie zapisano ich nazw plemiennych. Może oni w czasach przedpaństwowych żyli po prostu jakby społeczność jednoplemienna, na niezbyt zresztą rozległym terenie.



Odpowiedz

@ Gość: Atim Taki oczytany! " Germańsko-celtycaka": celtowie jak najbardziej, przebywali na naszych ziemiach południowych i na ziemiach słowiańskich dzisiejszych Niemiec, ale germanie w 200 roku pne, do 400 roku ne i była to nawałnica. Jacy germanie? Germanie to ludy zamieszkałe na północ od Alp, miedzy Renem a Wisłą i dalej na wschód. Chyba Karol May zrobił swoje.



Odpowiedz

Gość: Wow, MBBM |

nie ma wpisu z 12:23. Jest z 12:33 ale nie podpisał się "bartensteiner" tylko "@bartensteiner" czyli "do bartensteiner" Jeżeli tego nie widzi to tylko świadczy o nim samym



Odpowiedz

Gość: jacenty92 |

@Wow, MBBM,@bartensteiner. To mój wpis. Kolega Bartensteiner posługuje się po prostu stereotypami i to negatywnymi. To nie są argumenty tylko czyjeś prywatne opinie w dodatku negatywne. Dlatego po prostu mnie to denerwuje. Jeżeli jest dyskusja to na argumenty. Pan Bartensteiner w różnych miejscach pisał np. " słowiański to psi język" i tym podobne. Szczerze mówiąc przypomina mi to poglądy nacjonalistów niemieckich. Dziękuję.



Odpowiedz

Gość: @bartensteiner |

Co ty za bzdury wypisujesz ? Gdzie sie dowiedziałeś że Mieszko nie chciał mówić po Polsku ? Co to za jakieś stereotypy że Słowianin to niewolnik ?. W czasach Mieszka każde Państwo miało strukturę feudalną. Polska, Dania, Niemcy, Czechy itd. Były grupy uprzywilejowane i te zależne. Wszędzie. Czy to było państwo słowiańskie czy germańskie. Jeżeli Mieszko nie znosiłby mowy słowiańskiej to nie nosiłby tego imienia tylko inne. Więc przestań pleść bzdury.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Ktoś się pode mnie podszył o 12:23. Nie napisałbym przecież bzdury, że w czasach Mieszka Polska miała już strukturę feudalną. Nigdzie nie napisałem także, że Mieszko (Misco) nie chciał mówić po polsku.



Odpowiedz

Gość: Sclavania igitur... |

@bartensteiner: Nikt się pod Ciebie nie podszył, tylko do Ciebie napisał pod nickiem @bartensteiner (czyt. małpa bartensteiner). Ta "małpa" pokazuje, że to ktoś inny, a nie Ty. Poza tym ta osoba oburzyła się (wg słusznie), że z uporem maniaka powtarzasz głupoty nt. rzekomego niemieckiego (czy marsjańskiego) języka jakim miał się posługiwać Mieszko I. Zastanawiam się jak długo jeszcze będziesz plótł te bzdury, nie zważając ani na zapisy dawnych skrybów, ani na słowiańskie imię Mieszka i jego przodków, ani na zdrowy rozsądek i logikę. Zastanawiam się jak długo jeszcze będziesz na tym forum leczył swe kompleksy i szerzył hitlerowskie wersje historii. Czy masz świadomość, że kompromitujesz się wypisując te archaiczne nazistowskie propagandowe bzdury?



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

W poprzednim swoim wpisie nawiązałem do Karola Maya, ponieważ większość Polaków (wraz z Atimem), wychowanych na jego powieściach, nie potrafi sobie wyobrazić istnienia jakichś ludów, egzystujących przez wieki na określonym terytorium, nie zorganizowanych plemiennie, a tak przecież było u zarania państwa Mieszka. Nieliczne źródła pisane traktujące o terytorium obecnej Polski w okresie przedmieszkowym piszą więc o Wiślanach, Bobrzanach, Goplanach itp. jako o ludach zamieszkujących okolice miejsc identyfikowanych geograficznie, bez określania ich liczebności oraz wzajemnych więzi. Podobna sytuacja istniała na terenie Prus nawet w XIII w., gdzie Pomezanów, Warmów, Bartów, Natangów, Sambów itd. określano wyłącznie geograficznie, a nie plemiennie. Powtarzam: na terenie przedkrzyżackich Prus nie zidentyfikowano dotychczas jakiegokolwiek plemienia, pomimo że tereny te były dosyć dobrze spenetrowane przez piśmiennych przedstawicieli Zachodu, którzy mogli opisać ewentualne tamtejsze plemiona, gdyby istniały. Tak więc, to nie z powodu braku źródeł mówimy o nieistnieniu plemion w tworzącej się Polsce, lecz w wyniku stwierdzenia, że taka sytuacja była zupełnie normalna w tej części Europy. Ciągle oburzam się na tych (m.in. na autorów tegorocznych pytań gimnazjalnych), pożal się Boże historyków, którzy uparcie twierdzą, że w IX i X w. w Polsce byli Polanie, a że brak na to dowodów - trudno, wiara powinna wystarczyć. Z przyjemnością zauważyłem, że jeden z głównych niegdysiejszych szerzycieli opisywanego tutaj zła, czyli prof. Henryk Samsonowicz, kiedy niedawno mówił o powstawaniu państwa Mieszka i jego chrzcie, nawet się nie zająknął o istnieniu na terenie Polski przedmieszkowej Polan. Wcześniej twierdził, że to źródła się mylą.



Odpowiedz

Gość: Atim |

@grabarz, @bartensteiner, może ja rzeczywiście czytam Urbańczyka i i niektóre wypowiedzi forowiczów w kontekście antypolskiej propagandy niektórych środowisk, a nawet niektórej tzw. naukowej literatury, z która zresztą także inni na tym forum już niekiedy mocno dyskutowali. Może rzeczywiście czytam w myślach, czyli między wierszami napisanych tekstów i dlatego w jednym zdaniu dopisałem, ku przestrodze, żeby wiedziano, jakie są skojarzenia: skoro ta Polska jest dziełem przypadku, któremu było na imię Mieszko, jego przebiegłość i bogactwo pochodzące tylko z handlu niewolnikami „możemy sobie z niej, z Polski, zrezygnować”. Jeżeli jest to moje zboczenie intelektualne, niech przynajmniej będzie wiadomo, jakie są jego źródła. Bowiem podobne dewiacje mogą dotyczyć także innych osób. Z jakich np. przyczyn rodzą się u nas skrajne ruchy nacjonalistyczne (nas szczęście mniej liczne niż w niektórych krajach Zachodu)? Jednak gwarantuję, że moja „dewiacja” ma głównie podłoże naukowe. 1) Po pierwsze, wiem, że nie ma podstaw, aby negować chrzest Mieszka I w Polsce w oku 966 lub obok. Ani sugerowana (dla osłody czytelników) możliwość chrztu powtórkowego, w obrządku zachodnim, ani sugerowana w cytowanym wyżej historycznym dodatku Polityki możliwość, że nic nie było („Co w takim razie się stało w 966 r.?” pyta sam siebie Urbańczyk i odpowiada: „Może nic?” – s.11). Szczupłość źródeł kronikarskich czy z rodowych tradycji to tylko połowa szklanki wody. Naukowcowi nie wolno konkludować na podstawie tylko pustej połowy. Czy nie trzeba tu wyciągnąć wniosku ze znanego adagium: „In dubio melior est conditio possidentis” – mamy niepełny argument, ale jednak MAMY!? 2) Po drugie, wiem, że istnieje w źródłach podstawa, by twierdzić, że istniało plemię Polan które inicjowało z sukcesem proces państwotwórczy. Nie, Bartensteiner, nie mam na myśli czasów Bolesława Chrobrego, ani późniejszych, np. rozbicia dzielnicowego, które dopiero rzekomo podzieliły społeczeństwo na plemiona. Mam na myśli zapisy nazwy Poloniensis, Polonienses, Poloniensium jedenastowieczne, które jednak świadczą o faktach i nazewnictwie wcześniejszym, o tym, że nazwa Polanii, Polonii, Polenii była dwuzakresowa, określająca albo tylko kraj plemienia Polan, albo całą Polskę w jej ówczesnych granicach, zgodnie zresztą ze znana argumentacją Banaszkiewicza, Labudy i innych. Znany w roku 1004 wariant z przyrostkiem –ensis nie stworzył nowego faktu, lecz tylko wyraził graficznie to, co już było utrwalone, a zachodziła niekiedy potrzeba wyrażania się precyzyjnego. Mnie bardzo dużo do myślenia dał fakt, że Urbańczyk przemilczał tę nazwę. Rzutuje to cieniem na jego rzetelność i intencje. Już sam Kosmas kiedyś ładnie zinterpretował ten przyrostek, gdy opisuje, jak Wratysław czeski swoich ociągających żołnierzy wezwał do odparcia najazdu Sobiesława i Bolesława (Krzywoustego), przypominając im, że przecież nie drewniane, ale żelazne mają miecze: „An soli Polonienses – Habent ferreos enses?”(III,36) – „Czyżby Polacy sami - umieli władać żelaznymi mieczami?”. Precyzyjnie, choć chyba anachronicznie użył tej nazwy z fufiksem –ensis tenże Kosmas, gdy oskarżał Wiślan u udział z rozbiciu na przełomie IX/X wieku państwa wielkomorawskiego: „partim Ungaris ..., partim Teutonicis..., partim Poloniensibus hostiliter depopulantibus” (I, 14). 3) Po trzecie, wymuszone przez zatajenie nazewnictwa uznanie Polan, podobnie jak Wiślan czy Wolinian za „fantomy plemienne” służy jako argument do podkreślenia przypadkowości zdarzeń procesu powstania Polski, którą Urbańczyk podkreśla już we wstępie „Zanim Polska została Polską” s. 9, co bartensteinerowi nie będzie trudno odnaleźć, bo już umie czytać, w przeciwieństwie do mnie, któremu on wyrzuca nieprzeczytanie książki. 4) Po czwarte, nie jestem przekonany, że głównym źródłem bogactw Mieszka był handel niewolnikami. Był bursztyn, były skóry i futra zwierzęce... Handel niewolników był może bardziej kosztowny. Mieszkowi ludzie też byli potrzebni. Przeprowadzanie niewolników na takie odległości do krajów arabskich był bardzo kosztowny. Nie ma śladów genetycznych w krajach Magrebu i Arabii; wbrew fantazyjnych opowieści kastrowanie było wyjątkowe, bo niewolnicze dzieci to najtańsze źródło kolejnych niewolników. Więc nie przesadzajmy. 5) Po piąte, nie przesadzajmy też co do tej Mieszkowej przemocy w budowie Państwa dla podkreślenia, że nie było innych sił państwotwórczych, plemiennych. Archeologiczne ślady zniszczeń cudzych umocnień grodowych są daleko, daleko mniejsze, niż ślady nowych budowli, które świadczą o ogromnym zaangażowaniu ogromnej masy ludzi; jeśli pamiętam, to piszą o tym zarówno Andrzej Nowak w tomie I, jak i Krzysztof Ożóg „966. Chrzest Polski”. 6) Po szóste, gość-grabarz domaga się, czym ma być ta „pierwotna identyczność” do której odzyskania dążą po wiekach i tysiącleciach grupy ludzkie. Chodzi mi o odzyskiwanie niepodległości i samostanowienia dla decydowania o sobie dla życia w swojej kulturze, w swoich granicach, według swoich praw. Otóż pytali kiedyś Polacy Słowaków: „Coście sobie narobili z tą niepodległością od Czech, przecież oni bogatsi, mieli się czym z wami dzielić, a teraz jakie macie pensje...?” A oni na to: „Ale teraz jesteśmy sobą. Nikt nas nie upokarza, jak to czynił Masaryk na początku, albo komuna na końcu”. Tak, narodom nieraz niewiele potrzeba, a niekiedy - najbardziej szacunku i samodzielności w swoich narodowych granicach. Myślę w tym wypadku także o Polsce.



Odpowiedz

@Atim Ma pan rację, głupoty piszę...



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org