Czynniki kształtujące relacje polsko-żydowskie w czasie II wojny światowej

Brutalne represje niemieckie, ubóstwo, uprzedzenia... Co jeszcze wpływało na relacje między Polakami i Żydami w czasie II wojny światowej?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

Ocalały z Zagłady historyk Szymon Datner pisał: „Gdy w nocy do okna chaty chłopskiej zapukał nieznajomy Żyd, wraz z nim zapukał problem żydowski owych lat, z całym splotem implikacji, ryzyka, niebezpieczeństwa, wraz z koniecznością powzięcia decyzji i związaną z tym rozterką duchową. […] Chłop staje przed pytaniem: jak zareagować? Zdaje sobie sprawę, że do okna zapukał problem moralny, problem człowieka, któremu odmówiono człowieczeństwa, zapukało wielkie zagadnienie humanitarne. Problem odwieczny, będący udziałem tysięcy pokoleń: problem chwilowej przewagi zła, problem ściganego i prześladowanego. W takiej chwili przed człowiekiem staje konieczność sprawdzenia siebie, skonfrontowania swej postawy z nakazem moralnym. Ryzyko związane z opowiedzeniem się po stronie dobra – po stronie ściganego – było zawsze wielkie. Jednak w latach 1939–1945 rozmiary tego ryzyka były nieporównywalnie wielkie”. Konfrontacja z poszukującymi ratunku przed Zagładą wymagała przyjęcia określonej postawy. Jedni, świadomi konsekwencji, decydowali się pomóc, inni z różnych względów nie podejmowali żadnych działań, niektórzy, nie reagując, wypierali problem, traktowali go obojętnie, jeszcze inni wydawali władzom uciekinierów i osoby udzielające pomocy, byli też tacy, którzy sami, w różnych okolicznościach, dopuszczali się morderstw. Nie zawsze też trwano przy raz przyjętej postawie.

Niemieccy żołnierze pozujący do zdjęcia z Żydami zaprzężonymi do wozu

Wpływ na tak skrajnie zróżnicowane zachowania oraz ich motywacje miało co najmniej kilka złożonych czynników. Źródeł relacji polsko-żydowskich w okresie niemieckiej okupacji należy szukać w okresie międzywojennym, a nawet wcześniej. W II Rzeczypospolitej społeczność żydowska stanowiła ok. 10 proc. ówczesnej populacji kraju. Według spisu ludności przeprowadzonego w 1921 r. było to 2 mln 845,4 tys. osób wyznających judaizm. Z kolei według spisu ludności z 1931 r. w II RP żyły 3 mln 113,9 tys. Żydów. Społeczność ta zamieszkiwała głównie miasta i miasteczka w części środkowo-wschodniej. Nie stanowiła monolitu, ale była konglomeratem grup o różnych poglądach: od religijnych, przez syjonistyczne, komunizujące, socjalistyczne, po narodowościowe i ludowe. Bogate życie polityczne to tylko jeden z aspektów funkcjonowania tej mniejszości. W okresie międzywojennym społeczność żydowska rozwijała też działalność artystyczno-kulturalną. Wydawano prasę w języku polskim, żydowskim, a także po hebrajsku. Żydzi byli obecni również w wolnych zawodach, profesjach artystycznych oraz przestrzeni literackiej.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Żydzi jako jej obywatele mogli korzystać z praw obywatelskich. Zgodnie z zasadami ordynacji z 28 listopada 1918 r. mogli brać udział w wyborach do sejmu ustawodawczego. Mimo to regulacje dotyczące kwestii podstawowej, tj. nabycia obywatelstwa, wprowadzał tzw. traktat mniejszościowy (tzw. mały traktat wersalski). W myśl artykułów od 3 do 6 tego aktu prawnego, państwo polskie zostało zobowiązane, by uznać za obywateli polskich „z samego prawa i bez żadnych formalności tych obywateli niemieckich, austriackich lub rosyjskich, którzy w chwili uzyskania przez traktat mocy obowiązującej, posiadali stałe zamieszkanie na terytorium uznanym lub które będzie uznane za część składową Polski, a także do uznania w tym samym trybie osób przynależności niemieckiej, austriackiej czy rosyjskiej, urodzonych na wspomnianym terytorium z rodziców tam stale zamieszkałych”. Żydzi mieli do tego pełne prawo, zarówno historyczne, społeczno-polityczne, kulturowe, jak i narodowościowe. Byli – choć nie wszyscy tak czuli i często ich tak nie odbierano – polskimi obywatelami żydowskiego pochodzenia, ze wszystkimi tego (także prawnymi) następstwami.

Kolejną regulacją w sprawie obywatelstwa był traktat pokojowy z Austrią, zawarty 10 września 1919 r. w Saint-Germain-en-Laye. Najważniejsza okazała się ustawa o obywatelstwie polskim z 20 stycznia 1920 r. Zgodnie z jej postanowieniami, obywatelem polskim zostawał każdy – bez rozróżnienia płci, narodowości lub wyznania – kto był osiedlony na terenie Rzeczypospolitej i nie posiadał obywatelstwa innego państwa. Niewątpliwym zwieńczeniem tego procesu były postanowienia traktatu ryskiego, zawartego po wojnie polsko-bolszewickiej 18 marca 1921 r., który dawał prawo wyboru obywatelstwa polskiego ludności z ziem należących wcześniej do imperium rosyjskiego, a które przypadły Polsce. Także kobiety żydowskie, niezależnie od statusu majątkowego i środowiska, z którego się wywodziły, miały polskie obywatelstwo na tej właśnie mocy. Jako obywatelki dysponowały czynnym i biernym prawem wyborczym. Inna sprawa, w jakim stopniu z tych praw korzystały. Ważne jest jednak to, że nie były ich przez państwo pozbawione ze względu na narodowość albo wyznanie. Dobrochna Kałwa w kontekście opisywanych zmian legislacyjnych, dotyczących wszystkich kobiet, słusznie zauważyła, że „chociaż uczestniczki i bohaterki międzywojennych sporów wyrażały przekonanie o daleko idących zmianach w statusie kobiet, jakie nastąpiły wraz z odrodzeniem państwa, rzeczywistość społeczna nie potwierdzała tej opinii. […] Jednak nie umniejsza to znaczenia okresu Drugiej Rzeczypospolitej z punktu widzenia historii kobiet. Uzyskane wówczas prawa stwarzały możliwość (przynajmniej teoretyczną) uczestnictwa kobiet w życiu społecznym i politycznym”.

Okres międzywojenny to także czas zwiększonej asymilacji pewnej grupy Żydów. Paradoksalnie, ortodoksyjny judaizm, wskazując np. miejsce kobietom przez prawa i zakazy, wywołał w nich odruch obronny i skłonił je do większego otwarcia się na otaczające społeczności i ich kulturę. Był to nie tylko rodzaj oporu i kontrreakcji, lecz także przejaw dojrzewania świadomości, tożsamości, a tym samym podmiotowości. Ten ważny proces wpływał też na kobiece poczucie obywatelskości. Ten ruch przemian w okresie międzywojennym oznacza, że „wątpliwości religijne i bunt wobec modelu rodziny realizowanego przez ortodoksyjnych rodziców zazwyczaj były ze sobą ściśle powiązane. To religia wyznaczała rytm życia, ograniczanego licznymi zakazami; ona też nakazywała wielodzietność wyniszczającą kobiety i pogłębiającą nędzę”. Dla kobiet te oraz wiele innych nakazów, np. przestrzegania koszerności czy rytualnego oczyszczania w mykwie, było trudnych do zaakceptowania. Na tle rodzących się nowoczesnych ruchów na rzecz praw socjalnych, w tym praw kobiet, Żydówki bez wątpienia dostrzegały swoje trudne położenie. Proces walki o nowe miejsce w społeczeństwie oraz tendencje asymilatorskie ujawniały się też w środowisku młodzieży żydowskiej, a także u przedstawicieli elit, wolnych zawodów itp.

Relacje polsko-żydowskie w okresie międzywojennym (a w dłuższej perspektywie również podczas wojny) to także konsekwencja np. zatargów na różnym tle (ekonomicznym, społecznym, rodzinnym, towarzyskim, sąsiedzkim), postawy antysemickiej, poglądów politycznych czy zakorzenionych stereotypów wynikających z braku zrozumienia i wiedzy o kulturze żydowskiej i judaizmie. Wystąpienia i zajścia antyżydowskie o różnym podłożu (np. ekonomicznym, politycznym lub ideologicznym) miały miejsce już w pierwszych tygodniach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Dyskryminacja pojawiła się także w wojsku. Nie bez wpływu pozostały zapewne także wydarzenia lat trzydziestych XX w., kiedy na uczelniach wyższych wprowadzono numerus clausus i tzw. getto ławkowe. Doszło wtedy również do pogromów i wystąpień antyżydowskich. Ważne były także wyznawane przed wojną i podczas niej poglądy polityczne, jak również postawa i nauki Kościoła katolickiego. Wypływały one z różnego rodzaju stereotypów, uprzedzeń, wyobrażeń oraz wzajemnego niezrozumienia w aspektach językowym, kulturowym i religijnym.

[…]

Konsekwencją wojny były wszechobecność śmierci i swego rodzaju znieczulenie, zobojętnienie ludności na jej widok. Jacek Chrobaczyński pisał: „ludzie stawali się obojętni, często otępiali, śmierć bowiem stała się elementem składowym dnia – stan zagrożenia był powszechny i powszedni. Inflacja śmierci, jej codzienny, bezpośredni wymiar, wszechobecna groza nie zabiły wszakże instynktu przeżycia. Śmierć jest destruktorem ograniczającym czas trwania życia, lecz w sytuacji, o której jest mowa powyżej, staje się także »współkonstruktorem sensu ludzkiego życia«”. Przytłoczenie śmiercią, w tym najbliższych osób, uwidoczniło się już w pierwszych dniach konfliktu, w trakcie wojny obronnej 1939 r., a z czasem zwiększały je kolejne wydarzenia, w tym masowe akcje likwidacyjne gett i deportacje do obozów zagłady.

Ogłoszenie niemieckich władz na temat represji za ukrywanie ludności żydowskiej na terenie Generalnego Gubernatorstwa

Odizolowanie Żydów od reszty społeczeństwa (od tzw. aryjskiej strony), początkowo przez wprowadzane rozporządzenia prawne, a następnie zamknięcie ich w dzielnicach przeznaczonych wyłącznie dla Żydów, nie pozostawało bez wpływu na wzajemne relacje polsko-żydowskie. Im bardziej hermetyczne było getto, tym trudniej było dostrzec piekło, w którym żyli jego mieszkańcy, i tym samym wspierać ich materialnie i moralnie. Andrzej Żbikowski, przywołując m.in. raport polskiej konspiracji dla rządu RP w Londynie z pierwszej połowy 1941 r., dowodzi, że do tego czasu Polacy postrzegali Żydów jako mniej zagrożonych represjami. Izolacja Żydów, ich nieobecność na ulicach, wymazanie ich z obrazu codzienności sprawiały, że stawali się oni „niewidzialni”. Marcin Zaremba zwrócił uwagę, że „przesiedlenie Żydów do gett oznaczało w sferze symbolicznej ich uprzedmiotowienie, wyrzucenie poza świat ludzi. Pociągnęło to za sobą ograniczenie kontaktów interpersonalnych z Polakami, co – w połączeniu z wcześniej opisanym zjawiskiem zawężania przestrzeni do własnej grupy – prowadziło do obniżenia empatii wobec Żydów, a nawet do wrogości wobec nich”. Te różnice w dostrzeganiu „zagrożenia” widoczne były zwłaszcza na ziemiach włączonych do Rzeszy, gdzie w ramach szybkiego zgermanizowania tego terenu polska ludność była szczególnie represjonowana. Nierzadko też sami Żydzi, ze względu na realia, w których przyszło im egzystować, popadali w stan apatii i nie podejmowali działań zmierzających do zmiany położenia, zważywszy, że na tamtym etapie nie byli świadomi swojej przyszłości.

W wersji drukowanej tekst jest wzbogacony o przypisy.

Ten tekst jest fragmentem książki pod redakcją Martyny Grądzkiej-Rejak i Aleksandry Namysło „Represje za pomoc Żydom na okupowanych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej” tom I:

Martyna Grądzka-Rejak, Aleksandra Namysło (red.)
„Represje za pomoc Żydom na okupowanych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej”, t. I
40,00 zł
Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej
Rok wydania: 2019
Okładka: twarda
Liczba stron: 464
Seria: „Represje za pomoc Żydom w okresie II wojny światowej”
Format: 168×240 mm
ISBN: 978-83-8098-667-1
EAN: 9788380986671

Poszukiwanie schronienia po tzw. aryjskiej stronie nabrało charakteru masowego w okresie likwidacji gett i deportacji do obozów zagłady. Przetrwać po drugiej stronie granicy getta można było quasi-legalnie lub w ukryciu. Ten pierwszy sposób dotyczył nielicznych, wyłącznie tych którzy mieli tzw. dobry wygląd i udało im się zdobyć fałszywe dokumenty (metrykę chrztu, zaświadczenie o pracy, dowód zameldowania, kenkartę). Odpowiednio spreparowane dokumenty stanowiły o ich nowej tożsamości i dawały potencjalne zabezpieczenie na wypadek zatrzymania. Umożliwiały one również wyrobienie m.in. zaświadczenia o zameldowaniu czy kenkarty, co dawało szanse na znalezienie pracy lub mieszkania. Dobrze podrobione dokumenty decydowały nierzadko o życiu lub śmierci w konfrontacji z zagrożeniem, np. ze strony szmalcowników lub Niemców Przy organizowaniu tzw. aryjskich dokumentów zaangażowane były pojedyncze osoby, organizacje, świeccy i duchowni prowadzący kancelarie parafialne. Dokumenty można było pozyskać za opłatą lub korzystając z bezinteresownej pomocy znajomych. Opłata była uzależniona m.in. od jakości wykonanych dokumentów. W wielu powojennych relacjach można jednak znaleźć informacje, że o dobrze podrobione papiery było niezmiernie trudno i były one dużo droższe. Inną z podejmowanych strategii przetrwania było przyjęcie chrztu i funkcjonowanie jako neofici. W okresie okupacji „dramatycznie zmieniła się hierarchia wartości. Nagle znaczenia nabrały rzeczy dotychczas nie najważniejsze: dobry wygląd, poprawna polszczyzna, koneksje w Judenracie, ilość znajomych po aryjskiej stronie i przede wszystkim: pieniądze”.

[…]

Zubożenie społeczeństwa powodowało m.in., że dawni sąsiedzi zajmowali opuszczone mienie żydowskie. W książce Umschlagplatz Jarosław M. Rymkiewicz zwrócił uwagę na kwestię Polaków rabujących mienie pozostawione przez deportowanych Żydów. W tym przypadku opisany na przykładzie Otwocka. Autor cytuje wspomnienia Edmunda Wiercińskiego, polskiego mieszkańca miasta: „Ludzie przebiegali w pośpiechu i jakby ukradkiem. Na plecach dźwigali olbrzymie toboły. Uginali się pod ciężarem zawiniętych w prześcieradła lub kolorowe obrusy poduszek, kołder, materaców i odzieży. W rękach nieśli dziwne przedmioty: lampy, kryształowe wazony, gipsowe figurki, dziecinne zabawki, walizy – stare, obszarpane i eleganckie, skórzane”186. Przytacza też pogląd Wiercińskiego, że dla tych osób było to ocalenie rzeczy przed „zmarnowaniem się”, zagarnięciem przez okupanta lub odebranie należnej im własności, bo przecież Polacy pracowali na Żydów. Takie postawy i zachowania były m.in. powodowane pragmatyką codzienności, zdawano sobie też sprawę z tego, że przedmioty te zostaną skonfiskowane przez Niemców. Działo się to także przez chciwość i chęć wzbogacenia się, co zauważył Emanuel Ringelblum: „Wojna zdemoralizowała ludzi, którzy przez całe życie byli uczciwymi i porządnymi, a teraz bez skrupułów przywłaszczali sobie mienie Żydów, nie chcąc się w większości wypadków dzielić chociażby częścią tych rzeczy. Żydów uważa się za »nieboszczyków na urlopie«, którzy prędzej czy później zginą”. Konsekwencje takich działań widać było w pierwszych latach powojennych. Podobnie ocenia tę sytuację Marcin Zaremba, pisząc także w odniesieniu do okresu powojennego, że „Wobec doświadczenia, jakim było obserwowanie zagłady Żydów, zabór ich mienia przestał być oceniany jako przestępstwo. Bezkarności sprzyjała powojenna słabość instytucji odpowiedzialnych za przestrzeganie porządku społecznego”. Z kolei Berendt konstatuje: „W wymiarze materialnym głównym beneficjentem kolejnych etapów Zagłady byli Niemcy, a w pewnym stopniu również część przedstawicieli lokalnych społeczności nieżydowskich”. Problem ten dotyczył zwłaszcza ośrodków wiejskich i małomiasteczkowych. Przejmowanie mienia Żydów wywożonych do obozów zagłady lub mordowanych w akcjach likwidacyjnych było związane raczej ze zubożeniem ludności i ograniczeniami w dostępie do towarów, niż z kwestiami ideologicznymi. Warto zwrócić uwagę na to, że także osoby wyznaczone przez Niemców do porządkowania terenu po likwidowanym getcie, np. żydowscy policjanci lub inni prominenci, sami w miarę możliwości zabierali dla siebie wartościowe lub użytkowe przedmioty. Uznawano je za mienie niczyje, które przejmą Niemcy. Starano się zatem pozyskać dla siebie przedmioty codziennego użytku lub meble i inne sprzęty, nim zostaną one zabrane przez okupanta. Analizując czynniki, które wpływały na szansę powodzenia obranej strategii przetrwania, warto zwrócić uwagę, że wiele zależało od samych szukających schronienia po tzw. aryjskiej stronie. Obycie ukrywających się Żydów z polską kulturą i religią chrześcijańską również zwiększało szansę przetrwania. Bardzo ważna była także dobra znajomość języka polskiego lub niemieckiego i posługiwanie się nimi bez akcentu i naleciałości np. z języka jidysz. W związku z tym największą szansę funkcjonowania po tzw. aryjskiej stronie miały osoby z rodzin zasymilowanych. Niektórzy Żydzi przebywający po tzw. aryjskiej stronie swoją tożsamość ukrywali, podając się za polskich przesiedleńców lub represjonowanych członków rodzin polskich inteligentów. Istotnym czynnikiem legalnego pobytu poza gettem były znajomości jeszcze z okresu przedwojennego. To głównie znajomi mogli pomóc w ucieczce z getta lub miejsca egzekucji, przyjąć na jakiś czas lub wesprzeć w znalezieniu schronienia. Także wdzięczność za wsparcie uzyskane w przeszłości stanowiła jeden z motywów udzielania pomocy Żydom w trakcie okupacji. Z drugiej strony, jak napisała po wojnie Adina Blady-Szwajgier, lekarka z getta warszawskiego, przedwojenni znajomi mogli stanowić też duże zagrożenie: „Bo nigdy nie było wiadomo, kim jest teraz ten »znajomy«, z którym w przedhistorycznych czasach rozmawiało się na ulicy czy w kawiarni jak »człowiek z człowiekiem«. Mógł być nadal człowiekiem, który chciał wyciągnąć pomocną dłoń – byli i tacy. Mógł być na tyle człowiekiem, żeby prześlizgnąć się niewidzącymi oczami po niegdyś znajomej twarzy, co oznaczało – nie znam cię, nie chcę wiedzieć, że tu jesteś i nikomu nie powiem. Ale mógł być też tym, który podejdzie i powie: »Chodź, Żydzie«, i zaprowadzi prosto w niemieckie ręce, albo tym, który powie »płać za milczenie« i zedrze ostatnią koszulę. To wszystko było. Więc był strach”.

Publiczna egzekucja Michała Kruka oraz innych Polaków za pomoc Żydom, Przemyśl, 1943 rok

[…]

Jednym z istotnych czynników, który determinował zachowania polskiej ludności wobec szukających schronienia Żydów, było okupacyjne prawodawstwo. Kluczowe znaczenie miało omówione wcześniej trzecie rozporządzenie o ograniczeniu pobytu w Generalnym Gubernatorstwie z 15 października 1941 r., którym wprowadzono karę śmierci za pomoc ludności żydowskiej. W konsekwencji tego prawa gubernatorzy poszczególnych dystryktów wydawali podobne rozporządzenia. Warto wspomnieć, że 28 października 1942 r. takie rozporządzenie zostało wydane przez Friedricha Wilhelma Krügera, wyższego Dowódcę SS i Policji w GG. Ponownie sankcjonowało ono karę śmierci dla osób udzielających pomocy ludności żydowskiej („kto w szczególności umieszcza żyda poza obrębem żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej, żywi go lub ukrywa”). W listopadzie 1941 r. niemieckie władze policyjne wydały tak zwany rozkaz strzelania (niem. Schießbefehl), który upoważniał funkcjonariuszy policji do rozstrzeliwania bez sądu wszystkich Żydów przebywających bez zezwolenia poza granicami getta. Dotyczyło to także kobiet i dzieci. 21 września 1942 r. Dowódca SS i Policji dystryktu Radom wydał okólnik, w którym zapisano: „Doświadczenia ostatnich tygodni wykazały, że Żydzi, aby ustrzec się przed ewakuacją, uciekają właśnie z małych żydowskich dzielnic mieszkaniowych w gminach. Żydzi z pewnością zostali przejęci przez Polaków. Proszę o możliwie szybkie wydanie wszystkim burmistrzom i wójtom nakazu, aby mieszkańcy swoich wsi wyjaśnili jak najdobitniej, że każdy Polak, który przyjmuje Żyda, staje się winnym zgodnie z trzecim rozporządzeniem o ograniczeniu pobytu w Generalnej Guberni z dnia 15 X 1941 r. Za ich pomocników uważa się również tych Polaków, którzy nie udzielając wprawdzie zbiegłym Żydom schronienia, dają im wikt lub sprzedają żywność. We wszystkich wypadkach Polacy ci podlegają karze śmierci”. 10 listopada 1942 r. rozporządzenie podobnej treści wydał wyższy dowódca SS i policji w GG, Friedrich Wilhelm Krüger. Podpisane przez niego „Rozporządzenie policyjne o tworzeniu żydowskich dzielnic mieszkaniowych w Okręgach Radom, Krakau i Galizien (Galicja)” zawierało zapis, który wskazywał, że karze śmierci podlegają Żydzi, którzy łamią zakaz opuszczania gett, ale „tej samej karze podlega, kto takiemu żydowi świadomie udziela schronienia, tzn. kto w szczególności umieszcza żyda poza obrębem żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej, żywi go lub ukrywa, a wobec tego, kto uzyska wiadomości o tym, że jakiś żyd bezprawnie przebywa poza obrębem dzielnicy mieszkaniowej, a nie zgłosi tego Policji, zastosowane będą policyjne środki bezpieczeństwa”. Ogłoszenia o podobnej treści wydawano także na poziomie niższej administracji terenowej.

W wersji drukowanej tekst jest wzbogacony o przypisy.

Ten tekst jest fragmentem książki pod redakcją Martyny Grądzkiej-Rejak i Aleksandry Namysło „Represje za pomoc Żydom na okupowanych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej” tom I:

Martyna Grądzka-Rejak, Aleksandra Namysło (red.)
„Represje za pomoc Żydom na okupowanych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej”, t. I
40,00 zł
Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej
Rok wydania: 2019
Okładka: twarda
Liczba stron: 464
Seria: „Represje za pomoc Żydom w okresie II wojny światowej”
Format: 168×240 mm
ISBN: 978-83-8098-667-1
EAN: 9788380986671

Egzekwowanie wspomnianych rozporządzeń dotyczyło przede wszystkim obszarów wiejskich. Po likwidacji kolejnych gett w teren wysyłano specjalne grupy pościgowe, których celem było „tropienie” żydowskich zbiegów i tych, którzy próbowali udzielić im schronienia. Nierzadko zdarzało się, że schwytanych na takim przestępstwie Polaków rozstrzeliwano na miejscu (w tym całe rodziny), grabiono i niszczono ich mienie, brutalnie ich bito lub stawiano przed niemieckimi sądami specjalnymi lub sądami doraźnymi. Informacje o takich przypadkach rozchodziły się po okolicy i potęgowały strach u osób, u których chronili się Żydzi. Także lokalne władze, łącznie np. z tzw. policją granatową, wykorzystywały takie wydarzenia, by zniechęcać lokalną ludność do udzielania pomocy. Tomasz Szarota zwracał uwagę na to, że społeczeństwo polskie w okresie niemieckiej okupacji „żyło w warunkach stałego stresu psychologicznego”. Z kolei Marcin Zaremba, rozwijając ten wątek, zaznaczył: „Podczas okupacji ludzie żyli w ogromnym napięciu. Każdy mógł mieć wobec okupanta »coś na sumieniu«, w dodatku Niemcy nie trzymali się żadnych uregulowań prawnych, byli nieprzewidywalni. Dla wymuszenia posłuchu najczęściej posługiwali się ślepą, bezsensowną przemocą, która rodziła atmosferę grozy. Nasilone represje wprowadzały ludzi w stan zbiorowej psychozy objawiającej się: postawami ucieczkowymi, atomizacją, falą apokaliptycznych plotek”. Terror okupanta wywołujący w polskim społeczeństwie permanentne poczucie strachu był jednym z czynników determinujących relacje polsko-żydowskie w tym czasie.

W 1942 r. nałożono na polskich sołtysów obowiązek meldowania o Żydach ukrywających się na podległym im terenie, a także o osobach, które udzielają im wsparcia. Obowiązkiem sołtysów było również zatrzymywanie wszystkich obcych lub podejrzanie zachowujących się osób i legitymowanie ich. Zgodnie z prawem, brak dokumentów miał skutkować odstawieniem na posterunek policji. Do pomocy w wypełnianiu nałożonych obowiązków otrzymali do dyspozycji członków tzw. straży nocnych (gromadzkich), sformowanych w czasie okupacji. Do działań na rzecz okupanta przymuszano także członków ochotniczej straży pożarnej oraz gajowych ze straży leśnej. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, a także wraz ze wzrastającą aktywnością podziemia niepodległościowego, sołtysi zostali zobowiązani do tworzenia struktur samoobrony na podległym im terenie. Składały się one z członków straży nocnej, ochotniczej straży pożarnej, a także kurierów gminnych, zastępców sołtysów oraz ich samych. Zazwyczaj dysponowali niewielką ilością broni palnej (np. 1–2 sztuki), a za uzbrojenie służyły im widły i inne narzędzia gospodarcze albo pałki itp. Konieczność utworzenia takich grup obrazuje skalę przemocy i zagrożenia na obszarach wiejskich. By zwiększyć zaangażowanie strażników, w każdej wsi na określony czas wyznaczano tzw. zakładników, osobiście odpowiedzialnych przed Niemcami. „Zakładnicy” byli zmuszani do składania meldunków tzw. policjantom granatowym na temat bezpieczeństwa we wsi. Funkcjonariuszy straży nocnej oraz grup samoobrony zobowiązano do legitymowania wszystkich podejrzanych osób. Nierzadko byli to szukający schronienia Żydzi. O ich zatrzymaniu mieli informować najpierw sołtysa, a potem lokalne posterunki policji. Powojenne relacje oraz materiały procesowe pokazują, że o tym, czy informację o fakcie zatrzymania przekazywali dalej, jak traktowali te osoby, czy wypuszczali ukrywających się, decydował szereg czynników, w tym liczba świadków, przedwojenne znajomości, obawa przed konsekwencjami, stopień zideologizowania i postawa konkretnych funkcjonariuszy, a także środki finansowe. Wiele zależało od decyzji sołtysa. Charyzma, autorytet i mocna pozycja sołtysa stanowiły czynniki umożliwiające podjęcie rozstrzygnięć na korzyść zatrzymanych Żydów.

[…]

Wpływ na postawy polskiego społeczeństwa wobec szukających ratunku Żydów mógł mieć stosunek Polskiego Państwa Podziemnego i rządu RP na uchodźstwie do „kwestii żydowskiej”. Pozostaje jednak sprawą otwartą, w jakim stopniu oficjalne stanowisko polskich cywilnych i wojskowych struktur konspiracyjnych, dotyczące relacji polsko-żydowskich, przekładało się na zachowania indywidualne. Dla PPP, rozumianego jako cywilne i wojskowe struktury uznające autorytet polskiego rządu na uchodźstwie, losy Żydów na okupowanych ziemiach polskich nie były sprawą pierwszorzędnej wagi, choć nie były one także lekceważone. Główne cele aktywności PPP stanowiły: przetrwanie okupacji, walka o odzyskanie niepodległości i przygotowanie się do odbudowy państwa po zakończeniu wojny. Jednakże pogarszająca się z miesiąca na miesiąc sytuacja Żydów zmuszała kierownictwo podziemia w kraju do skupienia większej uwagi na tej kwestii. Jeszcze w okresie tzw. kampanii wrześniowej w meldunkach i raportach pojawiały się informacje dotyczące postaw ludności żydowskiej pod okupacją sowiecką oraz wzrastającego antysemityzmu, zarówno wśród ludności cywilnej, jak i w środowiskach politycznych. Z terenów okupowanych przez III Rzeszę także przesyłano do rządu RP na uchodźstwie informacje o położeniu ludności żydowskiej. W tekście „Działalność władz okupacyjnych na terytorium Rzeczypospolitej w okresie 1 września – 1 listopada 1940” pisano: „los żydostwa na ziemiach okupowanych jest od pierwszych dni wrześniowych do chwili obecnej pasem cierpień, poniżeń, prześladowań i ekspropriacji”.

Polskie Państwo Podziemne stworzyło kilka komórek koncentrujących się na sytuacji Żydów. Już w 1940 r. w podwydziale „W”, kolejno „Z” (później kryptonim „B”) Wydziału Informacji Biura Informacji i Propagandy (BIP) Komendy Głównej ZWZ, kierowanym przez dr. Ludwika Widerszala „Krysińskiego”, „Pisarczyka”, utworzono Referat Mniejszości Narodowych. Od 1941 r. kierował nim Stanisław Herbst „Chrobot”. Zadaniem referatu było pozyskiwanie informacji o położeniu mniejszości narodowych na terenie okupowanym przez Niemców, a także na obszarach pod okupacją Związku Sowieckiego. Pochodziły one z prasy oficjalnej i konspiracyjnej, od informatorów, kontaktów w środowiskach żydowskich, a także z raportów przesyłanych przez terenowe delegatury BIP. Z pozyskanych wiadomości tworzono meldunki, krótkie o tematyce bieżącej i dłuższe – problemowe, a następnie przekazywano je władzom ZWZ, Delegaturze i rządowi na uchodźstwie. Informowano także o relacjach polsko-żydowskich, w tym o ich negatywnych aspektach, oraz o powojennych planach nakłaniania Żydów do emigracji z kraju. Obawy przed wybuchem niekontrolowanej przemocy wobec Żydów wyrażał gen. Stefan „Grot” Rowecki. W lutym 1940 r. Jan Karski (właśc. Jan Romuald Kozielewski) przygotował sprawozdanie, w którym wyraził obawy o niemiecką politykę angażowania Polaków w antyżydowskie akcje oraz wynikające z tego konsekwencje. Już w styczniu 1940 r. „Biuletyn Informacyjny”, organ prasowy Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, ostrzegał, że „wszelkie bezpośrednie lub pośrednie współdziałanie z Niemcami w prześladowaniu Żydów jest dywersją” jak każda inna forma współpracy z III Rzeszą. Z czasem piętnowano także atakowanie Żydów na ulicach oraz przestrzegano przed uleganiem niemieckiej propagandzie antysemickiej.

W okresie okupacji informacje o losie polskich Żydów docierały także za ocean i nie dotyczy to jedynie kontaktów dyplomatycznych. Jednym z przykładów jest referat naukowy zatytułowany „Polscy Żydzi za murami nazistowskich gett”, wygłoszony w styczniu 1942 r. w Nowym Jorku przez Szlomo Mendelsohna. Jego celem było „przedstawienie faktów z życia codziennego Żydów pod panowaniem nazistowskim”. Wykład służył omówieniu sytuacji w tzw. dzielnicach mieszkaniowych na ziemiach pod okupacją niemiecką przed wybuchem wojny sowiecko-niemieckiej w czerwcu 1941 r. Źródłami wiedzy były dla referenta m.in. „Gazeta Żydowska”, prywatne listy, a także docierające do aliantów raporty Polskiego Państwa Podziemnego. Autor miał relatywnie dobre rozeznanie w położeniu polskich Żydów w większych gettach GG. Przekazał bardzo szczegółowe informacje o konkretnych osobach, spotkaniach, dyskusjach i datach poszczególnych rozporządzeń oraz ich skutkach. Mendelsohn opisał problemy aprowizacyjne, trudne warunki mieszkaniowe, przymus pracy, ale wspominał też o próbach odtwarzania w gettach życia, które prowadzono przed wybuchem wojny. Ich przejawem było organizowanie np. życia artystycznego w niektórych gettach. Świadczy to o tym, że informacje o losie polskich Żydów docierały do zainteresowanych osób także w Stanach Zjednoczonych.

[…]

W miarę upływu czasu, kiedy Niemcy przeprowadzali fizyczną zagładę Żydów i likwidowali kolejne ich społeczności, podziemny wymiar sprawiedliwości wymierzał kary szantażystom i szmalcownikom. Jak już wspomniano 18 marca 1943 r. Polskie Państwo Podziemne oficjalnie uznało szmalcownictwo za „ciężką zbrodnię wobec praw Rzeczypospolitej Polskiej”. Szmalcownictwo zazwyczaj stanowiło jeden z powodów oskarżenia, oprócz innych przewinień piętnowanych przez PPP. Sprawców zamierzano karać śmiercią. Nie jest znana dokładna liczba wykonanych wyroków. Historycy szacują, że było ich od kilkunastu do kilkudziesięciu. Rząd polski, jako pierwszy spośród rządów krajów alianckich, w nocie ministra spraw zagranicznych Edwarda Raczyńskiego z 10 grudnia 1942 r. podał do publicznej wiadomości raport na temat zagłady ludności żydowskiej, w którym wystąpił w obronie Żydów mordowanych przez III Rzeszę. Oprócz ożywionej akcji informacyjno-propagandowej w radiu i publikacjach od połowy 1942 r. kanałami dyplomatycznymi starano się wywołać zbrojną interwencję państw sojuszniczych, proponując między innymi bombardowania terenów niemieckich i obozów zagłady na ziemiach polskich, a także spowodowanie innych retorsji wobec III Rzeszy. W tekście noty zabiegano o uzyskanie od państw alianckich deklaracji ukarania zbrodniarzy niemieckich. Podobny charakter miała wizyta Jana Karskiego u prezydenta USA Franklina D. Roosevelta w lipcu 1943 r., podczas której polski emisariusz starał się przekazać wyczerpujące informacje na temat tragicznej sytuacji ludności żydowskiej. Jego celem było spowodowanie reakcji państw sprzymierzonych. W lutym 1943 r. Witold Bieńkowski (ps. „Jan”, „Kalski”, „Wenecki”) powołał Referat Żydowski Delegatury Rządu na Kraj. Jego zastępcą w tym referacie został Władysław Bartoszewski. Do zadań tej komórki należało m.in. przekazywanie Radzie funduszy na akcje pomocy, przesyłanie raportów o sytuacji ludności żydowskiej do rządu w Londynie i ułatwianie kontaktów między żydowską konspiracją a zagranicą.

W wersji drukowanej tekst jest wzbogacony o przypisy.

Ten tekst jest fragmentem książki pod redakcją Martyny Grądzkiej-Rejak i Aleksandry Namysło „Represje za pomoc Żydom na okupowanych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej” tom I:

Martyna Grądzka-Rejak, Aleksandra Namysło (red.)
„Represje za pomoc Żydom na okupowanych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej”, t. I
40,00 zł
Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej
Rok wydania: 2019
Okładka: twarda
Liczba stron: 464
Seria: „Represje za pomoc Żydom w okresie II wojny światowej”
Format: 168×240 mm
ISBN: 978-83-8098-667-1
EAN: 9788380986671

Nie czekając na pomoc państw sojuszniczych, polska placówka dyplomatyczna na terenie neutralnej Szwajcarii przekształciła się w ośrodek, którego celem było ratowanie Żydów w całej Europie. Prawie 90 proc. jej budżetu przeznaczono na działania tego typu. Agnieszka Haska tak pisała o działalności ambasadora Aleksandra Ładosia: „Berneńska placówka ma na tym polu zasługi wyjątkowe wśród innych ambasad; nie tylko oferowała szerokie wsparcie finansowe i rzeczowe dla Żydów mieszkających lub internowanych w Szwajcarii, lecz także włączyła się w akcję niesienia pomocy polskim Żydom w Szanghaju oraz – półlegalnie – załatwiania dokumentów państw południowoamerykańskich dla okupowanej Polski i zaoferowała organizacjom pomagającym Żydom swoje kanały dyplomatyczne. Dzięki temu na Zachód trafiały również informacje o ich losach w Generalnym Gubernatorstwie”. Tzw. grupa berneńska składała się z dyplomatów Poselstwa Rzeczypospolitej Polskiej, przedstawiciela utworzonego przez Światowy Kongres Żydów komitetu RELICO (Komitetu Pomocy Żydowskim Ofiarom Wojny) oraz przedstawiciela Agudat Israel. Jej czołowymi działaczami byli: Aleksander Ładoś (polski poseł w Bernie), Abraham Silberschein (twórca komitetu ratunkowego RELICO), Konstanty Rokicki (polski konsul w Bernie), Chaim Eiss (działacz Agudat Israel z Zurychu) oraz Stefan Ryniewicz (zastępca posła Ładosia) i Juliusz Kühl (ekspert ds. kontaktów z organizacjami żydowskimi). Grupa berneńska była kręgiem nieformalnym, nie miała struktury, a jej najważniejsze działania prowadziły do organizowania paszportów państw Ameryki Południowej (m.in. Paragwaju, Peru, Salwadoru, Hondurasu i Haiti) dla żydowskich uciekinierów.

Placówka w Bernie interweniowała także w sprawie polskich obywateli (również Żydów), znajdujących się w Grecji i Włoszech. Wykorzystywano do tego szwajcarskich kurierów dyplomatycznych. „Najistotniejsza jednak była pomoc dla Żydów w okupowanej Polsce, w czym berneńskie poselstwo odgrywało kluczową rolę. Po pierwsze, pośredniczyło w przekazywaniu towarów oraz współpracowało z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem przy uzgadnianiu potrzeb. W 1942 r. m.in. uzgadniało sprawę sfinansowania przez Federację Żydów Polskich w Argentynie i przekazania do Polski szczepionki przeciwko tyfusowi. Po drugie, przekazywało wiadomości z kraju oraz od organizacji żydowskich w Szwajcarii nie tylko do Londynu, lecz także do Stanów Zjednoczonych, co było istotne w okresie oficjalnego zawieszenia kontaktów z Ameryką”.

Członkowie Żegoty w trzecią rocznicę powstania w warszawskim getcie, Warszawa 1946 rok

Innym polskim dyplomatą zaangażowanym w pomoc ludności żydowskiej był Tadeusz Romer, przebywający w Szanghaju ambasador rządu RP na uchodźstwie. Kontynuował on pomoc dla uchodźców, którzy otrzymali dokumenty od Chiune Sugihary, japońskiego dyplomaty na Litwie. W akcję pomocy Żydom na różnych etapach okupacji angażowali się także inni dyplomaci, m.in. Henryk Sławik, który od wrześniu 1939 r. przebywał na Węgrzech. Początkowo stanął tam na czele Komitetu Obywatelskiego ds. Opieki nad Uchodźcami Polskimi, a następnie został mianowany delegatem ministra pracy rządu RP na uchodźstwie. Sławik, działając we współpracy z delegatem węgierskiego rządu Józsefem Antallem, wystawiał uchodźcom dokumenty. Pomocy tej doświadczyli m.in. żydowscy uciekinierzy z Polski. W ramach pomocy materialnej świadczonej przez MSZ Ministerstwu Opieki Społecznej oraz Poselstwu RP w Lizbonie od grudnia 1940 r. do listopada 1941 r. udało się zorganizować wysyłkę 26 tys. paczek żywnościowych do Generalnego Gubernatorstwa. Akcje ponowiono od połowy lutego 1943 r., wysyłając tam 10 tys. kolejnych i 2 tys. do getta krakowskiego.

22 lipca 1942 r. Niemcy przystąpili do tzw. Wielkiej Akcji. Polskie Państwo Podziemne nie podjęło wówczas działań, które mogłyby zakłócić przebieg wywózek. Początkowo jednak nie było wiadomo, dokąd zmierzają przepełnione transporty. Kiedy ich cel stał się jasny, zaczęto podejmować kroki, by pomóc mordowanemu narodowi. W Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK dostrzegano konieczność utworzenia tajnej organizacji niosącej pomoc Żydom. Inicjatywę popierał komendant Stefan „Grot” Rowecki. Kiedy w lipcu 1942 r. rozpoczęła się tzw. Wielka Akcja deportacji Żydów z getta warszawskiego do obozu zagłady w Treblince, Kierownictwo Walki Cywilnej (KWC, ośrodek dyspozycyjny walki cywilnej, utworzony na przełomie 1940 i 1941 r. w ramach Wydziału Informacji Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej ZWZ) zaprotestowało w imieniu Polskiego Państwa Podziemnego i potępiło masową zbrodnię na Żydach. Jednocześnie zaznaczyło, że nie jest ono w stanie czynnie wystąpić w obronie społeczności żydowskiej. Wynikało to np. z niewielkich możliwości finansowych, a także niewystarczającego zaplecza militarnego. Ponadto KWC krytykowało wypadki przejmowania przez Polaków mienia żydowskiego. Armia Krajowa w możliwy dla siebie sposób wspierała Żydowską Organizację Bojową, a podczas powstania w getcie warszawskim przeprowadziła kilka akcji zbrojnych pod murami getta. W tym samym czasie delegat rządu wydał oświadczenie nawołujące do dalszego udzielania Żydom pomocy przez polskie społeczeństwo.

Jedną z organizacji niosących pomoc potrzebującym, w tym także ludności żydowskiej, był katolicki społeczno-wychowawczy Front Odrodzenia Polski. Kierowała nim Zofia Kossak-Szczucka, a do jej najbliższych współpracowników zaliczali się: Maria Lasocka, Witold Bieńkowski, Ignacy Barski i Władysław Bartoszewski. Kilka tygodni po rozpoczęciu tzw. Wielkiej Akcji Zofia Kossak-Szczucka i inni członkowie Frontu Odrodzenia Polski przygotowali „Protest”, który 11 sierpnia 1942 r. konspiracyjnie dystrybuowano na ulicach Warszawy. Pisano w nim: „Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje – i milczy. Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego, złowrogiego milczenia. […] tego milczenia dłużej tolerować nie można. Jakiekolwiek są jego pobudki – jest ono nikczemne. Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala”. W dokumencie zaznaczono, co prawda, że jego autorzy nadal postrzegają Żydów jako wrogów Polski, ale widzieli w nich także ludzi potrzebujących pomocy i do tego zachęcali polskie społeczeństwo.

[…]

W piśmie Delegata Rządu na Kraj z 29 grudnia 1942 r. sformułowano zadania Rady: „niesienie pomocy Żydom jako ofiarom eksterminacyjnej akcji okupanta, a to pomocy w kierunku ratowania ich od śmierci, ich legalizacji, przydzielania im pomieszczeń, udzielania zasiłków materialnych względnie, gdzie to wskazane, wyszukiwanie zajęć zarobkowych jako podstawy egzystencji, zawiadywanie funduszami i ich rozprowadzanie – słowem działalność, która pośrednio lub bezpośrednio wchodzić może w zakres pomocy”. Podstawowym celem Rady było ratowanie systematycznie mordowanych Żydów w GG. Pracownicy Rady Pomocy Żydom dostarczali fałszywe dokumenty szukającym schronienia po tzw. aryjskiej stronie, a w miarę możliwości udzielali im też wsparcia finansowego. Istotną częścią działalności „Żegoty” było wynajdowanie bezpiecznych kryjówek, a także dystrybuowanie żywności dla ukrywających się osób. Jej pracownicy ostrzegali przed niebezpieczeństwem i organizowali wyjazdy dla osób zagrożonych aresztowaniem oraz pomagali w ucieczkach więźniom z obozów pracy. Szacuje się, że do końca 1944 r. z pomocy finansowej „Żegoty” skorzystało ok. 3,5–4 tys. osób. Jej pracownicy wydali ok. 50–60 tys. fałszywych dokumentów. Referat dziecięcy prowadzony przez Irenę Sendlerową pomagał najmłodszym ofiarom represji. Historycy spierają się co do liczby dzieci uratowanych przez Sendlerową i jej współpracowników, w publikacjach naukowych dominuje liczba ok. 2500 osób, ale według najnowszych ustaleń Anny Bikont sięga ona kilkuset przypadków. Zorganizowano też kilka ucieczek więźniów z obozów pracy oraz nielegalnych przerzutów na Węgry. Prócz warszawskiej centrali utworzono lokalnie działające agendy w Krakowie i Lwowie.

Nie ulega wątpliwości, że agendy PPP i rządu RP na uchodźstwie nie pozostały obojętne wobec losu polskich Żydów. Historycy badający stosunek polskich konspiracyjnych struktur wojskowych i cywilnych do Zagłady krytycznie oceniają ich działania, wskazując na zaniedbania i brak reakcji, niemniej podkreślają, że intencje polskiej konspiracji należy oceniać pozytywnie. Dariusz Libionka zauważył: „Nie ulega wątpliwości, ze Polskie Państwo Podziemne podejmowało poważne działania na rzecz ludności żydowskiej”, dodając jednocześnie: „Problem w tym, żeby widzieć te sprawy we właściwych proporcjach”. Analiza kolejnych deklaracji i działań, przesyłanych depesz i raportów o Zagładzie skłania jednak do wniosku, który sformułował Grzegorz Berendt, że „Pomoc podziemnych instytucji [dla ludności żydowskiej] była zbyt mała i słabo rozbudowana w stosunku do potrzeb”. Najważniejsza inicjatywa PPP mająca na celu pomoc Żydom – „Żegota” została powołana w grudniu 1942 r., kiedy większość Żydów polskich został zgładzona. Także pomoc w trakcie walk w getcie warszawskim, w tym zbrojna, miała raczej wymiar symboliczny.

W wersji drukowanej tekst jest wzbogacony o przypisy.

Ten tekst jest fragmentem książki pod redakcją Martyny Grądzkiej-Rejak i Aleksandry Namysło „Represje za pomoc Żydom na okupowanych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej” tom I:

Martyna Grądzka-Rejak, Aleksandra Namysło (red.)
„Represje za pomoc Żydom na okupowanych ziemiach polskich w czasie II wojny światowej”, t. I
40,00 zł
Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej
Rok wydania: 2019
Okładka: twarda
Liczba stron: 464
Seria: „Represje za pomoc Żydom w okresie II wojny światowej”
Format: 168×240 mm
ISBN: 978-83-8098-667-1
EAN: 9788380986671

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Martyna Grądzka-Rejak
Doktor nauk humanistycznych, historyczka, judaistka, edukatorka. Pracuje w Biurze Badań Historycznych IPN. Stypendystka Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Finalistka nagród naukowych tygodnika „Polityka”. Specjalizuje się w historii II wojny światowej, zagłady Żydów, historii mniejszości narodowych i etnicznych, kobiet oraz historii społecznej. Autorka m.in. książki „Kobieta żydowska w okupowanym Krakowie (1939–1945)”, nominowanej do nagrody Książka Historyczna Roku (2017).

Wszystkie teksty autora
Aleksandra Namysło
Doktor nauk humanistycznych, pracowniczka OBBH IPN w Katowicach oraz Domu Pamięci Żydów Górnośląskich - oddziału Muzeum w Gliwicach, członkini zarządu Fundacji Brama Cukermana w Będzinie, stypendystka Institute for Holocaust Research Yad Vashem w Jerozolimie. Autorka publikacji na temat historii Żydów na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim, ze szczególnym uwzględnieniem okresu Zagłady, a także prac dotyczących relacji polsko-żydowskich w okresie II wojny światowej. Autorka m.in. książek: „Zanim nadeszła Zagłada... Położenie ludności żydowskiej Zagłębia Dąbrowskiego w okresie okupacji niemieckiej” (2009); „Utracone nadzieje. Ludność żydowska w województwie śląskim/katowickim w latach 1945-1970” (2012).

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy