Pasje Komendanta Józefa Piłsudskiego

Józef Piłsudski z zamiłowaniem układał karciane pasjanse, wypijał litry herbaty i namiętnie grywał w szachy. Często wspomina się jego fascynację literaturą piękną – potrafił z pamięci cytować obszerne fragmenty dzieł Juliusza Słowackiego. Jakie jeszcze zainteresowania miał Komendant?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

W bogatej i wielowątkowej biografii Józefa Piłsudskiego (ur. w 1867 r. w Zułowie koło Wilna) można się doszukać przynajmniej kilku pasji i fascynacji, które zaprzątały jego uwagę częściej niż incydentalnie. Dość tu tylko wskazać, bez wnikania jeszcze w szczegóły, na najistotniejsze. Mam na myśli zainteresowanie poezją, literaturą piękną i historyczną, pasjansami, grą szachową czy rozwojem sportu i kultury fizycznej w ogóle. Ponadto, od pobytu na zesłaniu, Marszałek był zauroczony górami i ich krajobrazem (na Syberii i Podhalu). Wszystkie bez wyjątku pasje miały konkretny cel: ułatwiały Józefowi Piłsudskiemu realizowanie dalekosiężnych planów, dotyczących przygotowania jego samego oraz najbliższych mu współpracowników do podejmowania odpowiedzialnych, niekiedy nawet ryzykownych i niebezpiecznych decyzji w działalności na rzecz walki o niepodległość Polski oraz – po odzyskaniu niepodległości – w rządzeniu krajem.

Miłośnik literatury pięknej i historycznej

Józef Piłsudski był wielkim miłośnikiem Juliusza Słowackiego. W swoich wypowiedziach często z pamięci przywoływał cytaty z jego twórczości (Beniowskiego w całości znał na pamięć). Wypowiadał się wówczas rzeczowo i z uczuciem. Wystarczy przywołać w tym miejscu wydarzenie z Krakowa z sierpnia 1922 r., gdy w kolejną rocznicę wymarszu Pierwszej Kadrowej mówił o wodzu i wojnie, poniekąd o sobie i czynie legionowym: „Wódz musi być – czy chce czy nie chce, jeśli chce być wodzem – musi być czymś innym, niż ci, których prowadzi”. O wojnie zaś – że „jest zjawiskiem ogromnej miary”. „Z Trylogią Henryka Sienkiewicza rzadko kiedy się rozstawał i »często ją czytał od deski do deski«. Wracał też do Popiołów Stefana Żeromskiego”. Zagłębiał się w lekturę dzieł Josepha Conrada.

Przemarsz Związku Strzeleckiego przez Lwów w 1913 roku. Józef Piłsudski na czele, z wyciągniętą ręką

Specjalną rolę przypisywał jednak publikacjom historycznym, np. poświęconym biografii Napoleona oraz jego listom czy też historii wojen na świecie. W Napoleonie „rozkochał się we wczesnej młodości”. Z kolei, jak wskazał Wacław Jędrzejewicz, gdzieś od roku 1904 zaczął się interesować historią wojen. Był to okres wojny rosyjsko-japońskiej. Potrafił na jej temat przytoczyć szereg szczegółów dotyczących dat, nazwisk dowódców oraz przebiegu. „Lecz nade wszystko umiłowanym wodzem dla Piłsudskiego był Napoleon”. Bliska była mu historia każdej jego bitwy. To one niewątpliwie rozbudziły w nim „pragnienie wskrzeszenia polskiej tradycji wojskowej i przygotowania sił do walki o niepodległość”. Napoleon był dla Józefa Piłsudskiego tym wodzem, na którym można było się wzorować i którego autorytet był niepodważalny. Postać Napoleona przywoływał dość często w przemówieniach i wypowiedziach publicznych. W jednym z nich podkreślił: „Nie zapominajcie, że historia pod pewnym punktem widzenia jest właściwie historią wojen. Nauka o wojnie, na której bogate tradycje składały się wielkie postacie Aleksandra, Cezara, Hannibala, w którą bóg wojny Napoleon włożył większość swego geniuszu. […] Nakłaniam więc panów – apelował do słuchaczy – abyście cząstkę waszego czasu, kilka godzin tygodniowo odebranych rozrywce lub kawiarnianej nudzie, poświęcili historii wojen oraz zagadnieniom strategii i taktyki”. W Belwederze, w jego pokoju wisiała reprodukcja obrazu Davida przedstawiająca Napoleona przekraczającego Alpy. Jako niewątpliwy bohater sprzed lat jego uwagę przyciągał również Stefan Batory. „Portret tego władcy wisiał zresztą nad biurkiem Marszałka w jego gabinecie w Inspektoracie”.

Córkom i najbliższym znajomym często powtarzał: „uczcie się historii, znajomość jej jest bardzo potrzebna w życiu”. W domu Piłsudskich z literaturą historyczną nie było problemu, wszak sulejowska biblioteka liczyła było około tysiąca tomów. Można przypuszczać, że ze wszystkimi się zapoznał. W ogóle czytanie książek było jego ulubioną rozrywką. Jak wspomina Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Piłsudski miał dar do zapamiętywania ludzi, wydarzeń i dat. W zakresie historii wojen był specjalistą, „któremu nie każdy zawodowiec umie sprostać”. Wystarczy tu przywołać opinię jednego z badaczy, który Józefa Piłsudskiego ulokował w gronie najlepszych ekspertów zajmujących się powstaniem 1863 r. Wacław Jędrzejewicz w tej sprawie zauważył: „odnośnie [do] powstania polskiego 1863 r. Piłsudski był niewątpliwie jednym z najlepszych i najgłębszych jego znawców. Studiował zapamiętale wszelkiego rodzaju wspomnienia tej wojny i umiał z nich wyciągnąć właściwe wnioski”. Nie było przypadkiem to, że według Komendanta powstanie 1863 r. miało stanowić również tradycję dla Legionów – w społeczeństwie miało się utrwalić podobieństwo pomiędzy powstańcami i żołnierzami Legionów. Za sprawą Józefa Piłsudskiego to Juliusz Słowacki został patronem Legionów i czasu niezgody. Ważnym przyczynkiem do historii wojen była również inna praca Marszałka Rok 1920, którą wysoko ocenili specjaliści.

Orędownik rozwoju sportu oraz instytucji sportowych w latach zaborów i w powojennej Polsce

Genezy zainteresowania sportem i rozwojem kultury fizycznej w wypadku Józefa Piłsudskiego należy poszukiwać w licznych peregrynacjach po świecie jeszcze w okresie zaborów. Marszałek z uznaniem wypowiadał się zwłaszcza o Anglikach i ich zamiłowaniu do sportu oraz trosce o krzewienie kultury fizycznej. Żartobliwie komentował: „Anglik ma drgawki w nogach, on nie może czegoś nie pchnąć nogą, ciągle coś podpycha”. Doceniał również zaangażowanie angielskich dzieci w zajęcia sportowe.

W praktyce jego zainteresowanie szeroko rozumianą kulturą fizyczną dało się zauważyć zwłaszcza w latach pierwszej wojny. Komendant zabiegał przede wszystkim o ćwiczenia gimnastyczne, zajęcia ruchowe, marsze, rajdy piesze i konne w strukturach organizacji strzeleckich oraz Legionach. Podkreślał też ważną rolę tych zajęć w przygotowaniu strzelców i legionistów do przyszłej działalności wojskowej i niepodległościowej. Józef Piłsudski obserwował, oczywiście w miarę możliwości, najróżniejszego rodzaju imprezy sportowe (np. mecze piłki nożnej), które odbywały się na zapleczu działań wojennych, np. nad Styrem i Nidą. Jeden z legionistów nawet zauważył: „Zdawałoby się, że ten wielki człowiek, zawsze zajęty, względnie zamyślony, na którego głowie spoczywała nie tylko dola I Brygady, ale i cała polityka polska – nie znajdzie chwili wolnej, aby być obecnym na meczu, których wiele rozgrywano na boisku I Brygady w pierwszej połowie 1916 r. A jednak prawie żadnego ciekawego meczu Komendant nie pominął, a co ważniejsze, obserwował pilnie grę do końca i cieszył się każdą poprawną kombinacją oraz dobrze zdobytą bramką. Widocznie sport dla Komendanta Piłsudskiego nie był tylko rozrywką i wypoczynkiem po ciężkiej pracy”. Swoją obecnością zaszczycił także prestiżowe spotkania piłkarskie, których bohaterami byli legioniści oraz czołowe drużyny Warszawy i Krakowa.

Józef Piłsudski podczas stawiania pasjansa

W dwudziestoleciu międzywojennym najbardziej rozpoznawalny polityk II Rzeczypospolitej był stałym kibicem zawodów hippicznych, piłkarskich i szachowych. Wspierał również sport kobiecy – za sprawą sympatii do wielkiej entuzjastki kultury fizycznej, dr Eugenii Lewickiej, która ponadto wskazywała na potrzebę leczenia sanatoryjnego słońcem, powietrzem i ruchem, co praktykowała m.in. w Druskiennikach. W gronie najbliższych współpracowników powtarzał często, że „woli sportowanie niż sport”. Można to odczytać jako chęć włączenia do rozwoju kultury fizycznej jak największych rzesz młodego pokolenia Polaków, aczkolwiek nieobce mu były również sprawy sportu wyczynowego, np. udział reprezentantów Polski w imprezach mistrzowskich i olimpiadach.

W 1919 r. objął honorowy protektorat nad Komitetem Udziału Polski w Igrzyskach Olimpijskich. Sprawa dotyczyła przygotowania i wyjazdu polskich sportowców na Igrzyska Olimpijskie w Antwerpii w sierpniu 1920 r. Na ten cel wyasygnował z kasy państwowej ok. 15 tys. zł. W ramach tych przygotowań w lipcu 1920 r. objął honorowy patronat nad warszawskim Tygodniem Sportowym, który miał stanowić ważny sprawdzian dla jeźdźców, lekkoatletów, tenisistów, szermierzy, wioślarzy i gimnastyków przed rozgrywkami olimpijskimi. Ufundował wówczas główne wyróżnienie w konkursie hippicznym „O Wielką Nagrodę Naczelnego Wodza”. Konkurs skoków przez przeszkody wygrał ppor. Adam Królikiewicz, co stanowiło początek wielkiej kariery bodajże najlepszego jeźdźca w historii polskiej hip­piki. Ostatecznie, z uwagi na wojnę polsko-bolszewicką, polscy sportowcy do Belgii nie wyjechali. W prasie zaś pojawiła się nader klarowna informacja wskazująca na powody absencji. „Jeśli nas nie będzie w Antwerpii, świat to zrozumie, dziwić się nie będzie i z szacunkiem głowę pochyli przed nieobecnymi. Gdybyśmy pojechali, byłoby to kompromitacją patriotyzmu polskiego”. Można przypuszczać, że tekst tego ważnego komunikatu był konsultowany z Józefem Piłsudskim.

Marszałek zabiegał konsekwentnie o dotacje na rozwój sportu w kraju, który po ponad 120 latach niewoli odzyskał niepodległość w 1918 r. Dążył również do powołania do życia instytucji, która zajęłaby się krzewieniem sportu i kultury fizycznej w społeczeństwie oraz Wojsku Polskim (w 1921 r. był np. honorowym protektorem Głównych Igrzysk Sportowych Wojska Polskiego). W tym wypadku myślał przede wszystkim o młodzieży i jej przyszłości. Zresztą nie tylko on. Jego niedawni towarzysze broni z czasów legionowych wspierali wszelkie inicjatywy w tym zakresie. Bodajże najbardziej zaangażował się w tę działalność płk Juliusz Ulrych, pierwszy dyrektor Państwowego Urzędu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego.

W wersji drukowanej tekst wzbogacony jest o przypisy.

Ten tekst jest fragmentem artykułu „Pasje Józefa Piłsudskiego” autorstwa Tadeusza Wolszy pochodzącego z książki „Bez emocji. Polsko-litewski dialog o Józefie Piłsudskim” pod red. Danuty Jastrzębskiej-Golonkowej, Alvydasa Nikžentaitisa, Włodzimierza Sulei i Tadeusza Wolszy:

red. Danuta Jastrzębska-Golonkowa, Alvydas Nikžentaitis, Włodzimierz Suleja i Tadeusz Wolsza
„Bez emocji. Polsko-litewski dialog o Józefie Piłsudskim”
35 zł
Wydawca: IPN Warszawa, Instytut Polski w Wilnie, Instytut Historii Litwy
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-8098-839-2

Marszałek był, jak celnie zauważył Włodzimierz Suleja, nie tylko animatorem rozwiązań praktycznych, ale i instytucjonalnych. W 1927 r. inicjował powstanie Państwowego Urzędu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, z budżetem, bagatela, sięgającym 10 mln złotych. Nie było też dziełem przypadku to, że w latach 1927–1935 stał na czele Rady Naukowej działającej przy wyżej wymienionym urzędzie. (Do 1931 r. sekretarzem Rady Naukowej była dr Eugenia Lewicka). Dzięki jego ogromnemu zaangażowaniu sportowcy i studenci otrzymali w dwudziestoleciu międzywojennym Centralny Instytut Wychowania Fizycznego, zlokalizowany na Bielanach w Warszawie. Pierwszy kurs w nowej placówce, w jeszcze niedokończonej budowli, rozpoczął się na jesieni 1929 r. Po śmierci Marszałka instytucja zmieniła nazwę na Centralny Instytut Wychowania Fizycznego imienia Pierwszego Marszałka Józefa Piłsudskiego, w 1938 r. zaś na Akademię Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego.

Józef Piłsudski na Kasztance przyjmuje defiladę Wojska Polskiego na placu Saskim 11 listopada 926

Józef Piłsudski w dwudziestoleciu międzywojennym miał kilka ulubionych dyscyplin sportowych. „Sport jeździecki był tą dziedziną – zauważył jeden z badaczy problemu – z którą był najsilniej związany, a jednocześnie brał udział w różnego rodzaju zawodach hippicznych”. Konsekwentnie więc kibicował imprezom jeździeckim, głównie w Warszawie. Od 1927 r. regularnie uczestniczył, jako gość honorowy, w dużej rangi Międzynarodowych Konkursach Hippicznych, nad którymi w końcu objął honorowy patronat. W pierwszym konkursie to właśnie Marszałek wręczył najważniejszą nagrodę mjr. Henrykowi Dobrzańskiemu. Od 1928 r. główny konkurs warszawskich zawodów hippicznych przyjął nazwę „Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego” z imponującą nagrodą finansową sięgającą 10 tys. zł. Marszałek, równie często jak jeźdźcom, kibicował piłkarzom. Skrupulatni kronikarze odnotowali jego obecność na meczach piłkarskich drużyn wojskowych w Warszawie, Białymstoku, Grodnie, Suwałkach, Krakowie, Druskiennikach, Wilnie i Kielcach (lata 1921–1925). W 1930 r. nowo wybudowany stadion Legii otrzymał patrona w postaci marszałka Józefa Piłsudskiego.

Szachy w życiu Marszałka. Od fascynacji do mecenatu

Józef Piłsudski był bodajże największym fanatykiem królewskiej gry wśród polityków II Rzeczypospolitej. Geneza jego zainteresowania szachami sięga jeszcze lat osiemdziesiątych XIX stulecia.

Józef Piłsudski do gimnazjum uczęszczał w Wilnie. Wówczas, jak można przypuszczać w wieku około 15 lat, bliżej zainteresował się grą w szachy. Jego pierwszym rywalem był starszy o rok brat Bronisław. Ten ostatni w swoim pamiętniku pod datą 1 marca 1882 r. poczynił taką oto notatkę: „Dziś poszedłem do gimnazjum, ale uciekliśmy, idąc do cerkwi. Do dwunastej graliśmy z Ziukiem (pseudonim Józefa Piłsudskiego – T.W.) w szachy i uczyliśmy się trochę lekcji”.

Kolejne przekazy mówiące o szachowych zainteresowaniach Piłsudskiego związane są z jego pobytem na zesłaniu. W 1887 r. był zamieszany w sprawę niedoszłego zamachu na życie cara Aleksandra III. Wszystkich spiskowców ujęto, w tym dwóch braci Piłsudskich. Na procesie zapadły bardzo surowe wyroki. Pięciu działaczy Frakcji Terrorystycznej Narodnej Woli skazano na śmierć, Bronisława i Józefa zaś na długotrwałe (15 i 5 lat) zesłanie do wschodniej Syberii. Z okresu pobytu w petersburskiej twierdzy Piotra i Pawła zachowała się interesująca relacja Józefa Piłsudskiego: „Byłem ongiś namiętnym szachistą, lubiłem szachy szalenie, ale w szachy trzeba grać z kimkolwiek. Próbowałem urządzić sobie szachownicę maleńką i pamiętam, jak w Petropawłowskiej fortecy, nie mając żadnych instrumentów do tego, urządziłem sobie jednak szachownicę na książce, która w każdej celi tam leżała, to jest na Biblii. Za pomocą zapałek, gdyż zapałki miałem w ręku, bo szczęśliwie pozwolono mi palić, robiłem czarne pólka, szachy lepiłem tak niezgrabnymi rękami, że wstydzę się pokazać komukolwiek moją wieżę i mojego nieszczęsnego laufra. Chowałem to tak sprytnie i umiejętnie przed codzienną rewizją, która odbywała się w celi, by jak najdłużej zachować ten skarb oszukańczy, który zrobiłem”.

Ziuk na zesłaniu przebywał w Irkucku, Kireńsku i Tunce. Latem zesłańcy mogli trudnić się wieloma zajęciami. Popularne były zwłaszcza polowania. Zimą zaś, trwającą, bagatela, około 10 miesięcy, z uwagi na krótki dzień doskwierała wszystkim monotonia życia codziennego. Ten głównie fakt zmusił do prowadzenia ożywionego życia towarzyskiego. Długie wieczory spędzano zatem przy niekończących się dyskusjach bądź przy grze w szachy. Jednym z pierwszych szachowych rywali Piłsudskiego był Stanisław Landy, działacz socjalistyczny – również zesłaniec polityczny. Właśnie w mieszkaniu u Landych Piłsudski rozegrał niezliczoną ilość partii.

Po powrocie Piłsudskiego z zesłania szachy zeszły w jego życiu na dalszy plan. Stopniowo towarzysz „Mieczysław” (kolejny pseudonim Piłsudskiego) wybijał się na czołowego działacza socjalistycznego i niepodległościowego. Dużo podróżował. Początkowo prowadził działalność w Wilnie, następnie w Warszawie, Londynie, Krakowie i we Lwowie. Często, jak widać – co było charakterystyczne dla konspiratorów – zmieniał miejsce zamieszkania. Pochłonięty pracami spiskowymi, nie miał czasu na życie prywatne i rozwijanie swoich zainteresowań. Wątek szachowy odnajdujemy dopiero w przekazach źródłowych dotyczących okresu tuż przed wybuchem I wojny światowej. W 1912 r. zamieszkał na dłuższy czas we Lwowie, gdzie wówczas znajdowała się komenda Związku Walki Czynnej i silny okręg Strzelca. Komendanta widywano wtedy często w kawiarniach „Sans-Souci” przy ulicy Szajnochy i w „Kryształowej”, gdzie po południu grywał w szachy. Nie jest wykluczone, iż jego ówczesnym partnerem do gry był prof. Szymon Askenazy, wybitny historyk, który także odwiedzał wymienione kawiarnie z podobnym zamiarem. Być może dlatego na początku dwudziestolecia międzywojennego Piłsudski darzył Askenazego wielkim uznaniem i powierzył mu kilka ważnych misji politycznych.

Szymon Askenazy

W lutym 1914 r. Piłsudski przebywał we Francji. Wygłosił wówczas słynną myśl-sentencję, że w przyszłej wojnie światowej Niemcy i Austro-Węgry pokonają Rosję, Zachód zaś w kolejnej fazie walk zwycięży państwa centralne. Miało to przynieść, wedle Komendanta, pełną niepodległość rozdartej zaborowymi kordonami Polsce. W trakcie pobytu nad Sekwaną mieszkał u Wacława Sieroszewskiego, późniejszego popularnego legionowego „Sirki”. Jak czytamy we wspomnieniach tego ostatniego, najstarszy jego syn Władysław grywał z Piłsudskim w szachy. W jednej z partii poniósł błyskawiczną porażkę i ze spokojem wysłuchał uwag mistrza. Piłsudski radził: „nie otwieraj nigdy partii pionem wieży”. Ową wskazówkę młody Sieroszewski zapamiętał do końca życia. Senior rodu zaś, Wacław, konstatował: „Piłsudski, podobnie jak Napoleon, był niezłej klasy szachistą, ale nie był znakomitym, jak ogólnie mówiono”.

W latach I wojny światowej w życiu Piłsudskiego nastąpił okres szczególnego zainteresowania królewską grą. Każdą wolną chwilę – co potwierdzają wspomnienia i relacje – spędzał nad szachami. Było to zrozumiałe. Po wyczerpujących walkach, rajdach konnych, marszach czy też naradach sztabowych szukał przy grze w szachy chwili relaksu i odprężenia. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, jego druh i adiutant legionowy, przypomniał ciekawy epizod, który wydarzył się w wojskowej ziemiance pod Koszyszczami: „Przy całej mojej awersji do gry w szachy – wspomina Wieniawa – zdołałem wygrać jedną partię przeciw mjr. Marianowi Dąbrowskiemu […]. Rozegraliśmy ją na skutek zakładu w ziemiance Komendanta i […] w jego obecności, a kiedy w 19 pociągnięciu dałem memu osłupiałemu ze zdziwienia przeciwnikowi mata, wyjaśnił nam Komendant tajemnicę mego niespodziewanego zwycięstwa… – Wiecie Wieniawa, obserwując waszą grę zrobiłem zabawne spostrzeżenie. Przed każdym waszym ruchem mówiłem sobie w myśli: Wieniawa powinien zrobić to a to i za każdym razem, bez pudła, wy robiliście posunięcia, które ja uważałem za właściwe i wskazane”. Z perspektywy ponad 15 lat, jakie upłynęły od tego wydarzenia, Wieniawa zauważył: „wspominam to drobne zdarzenie dlatego, że rzuca ono pewne światło na zdolności sugestywne Komendanta lub na nasze zdolności odgadywania”. Wieniawa dodał jeszcze, że Komendant „imponował niezwykle umiejętnością grania w szachy na ślepo, bez patrzenia na szachownicę”. Legionowymi rywalami Komendanta w grze szachowej byli m.in. Jędrzej Moraczewski i Michał Sokolnicki oraz Stanisław Rouppert „Stachurek” i Tadeusz Furgalski „Wyrwa”.

Motywy szachowe z czasów legionowych zostały uwzględnione w dokumentacji ikonograficznej. To rzuca więcej światła na rangę szachów w tym okresie w biografii Komendanta. Dobiesław Dudek przywołał unikatową fotografię prezentującą Józefa Piłsudskiego i Jędrzeja Moraczewskiego przy partii szachów w warunkach polowych. Ponadto wyjaśnił kulisy innej publikacji. Sprawa dotyczyła emisji karty pocztowej, wydanej przez Naczelny Komitet Narodowy i przedstawiającej Józefa Piłsudskiego zastanawiającego się nad końcowym przebiegiem partii szachów. Jak ustalił historyk sportu, pierwowzór pocztówki przygotował legionista – malarz Stanisław Janowski w Nowym Sączu 13 grudnia 1914 r.

W wersji drukowanej tekst wzbogacony jest o przypisy.

Ten tekst jest fragmentem artykułu „Pasje Józefa Piłsudskiego” autorstwa Tadeusza Wolszy pochodzącego z książki „Bez emocji. Polsko-litewski dialog o Józefie Piłsudskim” pod red. Danuty Jastrzębskiej-Golonkowej, Alvydasa Nikžentaitisa, Włodzimierza Sulei i Tadeusza Wolszy:

red. Danuta Jastrzębska-Golonkowa, Alvydas Nikžentaitis, Włodzimierz Suleja i Tadeusz Wolsza
„Bez emocji. Polsko-litewski dialog o Józefie Piłsudskim”
35 zł
Wydawca: IPN Warszawa, Instytut Polski w Wilnie, Instytut Historii Litwy
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-8098-839-2

W nocy z 21 na 22 lipca 1917 r. Piłsudski został aresztowany przez Niemców i następnie uwięziony w twierdzy magdeburskiej. Przez ponad rok były brygadier przebywał w celi sam. Dopiero w sierpniu 1918 r. dołączył doń jego najbliższy legionowy towarzysz broni Kazimierz Sosnkowski – popularny „Szef”. Z chwilą przyjazdu Sosnkowskiego całkowicie zmienił się rytm życia Komendanta. „Odtąd tęsknota stała się lżejszą – pisał Piłsudski – a pióro zostało w kąt rzucone [przygotowywał właśnie książkę Moje pierwsze boje] dla niekończących się rozmów i wieczornych szachów…”. O tym, iż gra w szachy stała się zajęciem dominującym, przekonuje choćby liczba rozegranych partii. Jeszcze we wrześniu nie była ona zawrotna. Komendant pisał wówczas do przyszłej żony, Aleksandry Szczerbińskiej: „Dano mi jako towarzysza niedoli Sosnkowskiego, z którym teraz skracam czas, o ile nas na to stać. Zdążyliśmy przez ten czas zagrać kilkanaście partii szachowych”. Apogeum szachowego pojedynku na legionowym szczycie nastąpiło kilka tygodni później, w październiku i na początku listopada 1918 r. W świetle informacji Kazimierza Sosnkowskiego obaj legioniści rozegrali wówczas grubo ponad 250 bezkompromisowych partii.

Józef Piłsudski w towarzystwie mjr. Konrada Zembrzuskiego, przybocznego st. wachm. Walentego Wójcika i szofera Zygmunta Malinowskiego w 1929 roku

Nie było dziełem przypadku to, że Marszałek już na początku okresu międzywojennego stał się gorącym orędownikiem i mecenasem szachów. W 1919 r. przekazał uczestnikom pierwszego po wojnie turnieju Warszawskiego Towarzystwa Zwolenników Gry Szachowej dość wysoką kwotę z przeznaczeniem na nagrody. Wyrazicielem jego woli na posiedzeniu komitetu organizacyjnego był znany już nam rtm. Wieniawa-Długoszowski. Pismo Komendanta adresowane do władz warszawskiego towarzystwa być może miało wymowę rozkazu wojskowego, ale taki był właśnie Komendant. „Z rozkazu Naczelnika Państwa – referował Wieniawa – podaję do wiadomości szanownego zarządu, że Naczelnik Państwa z żywym zainteresowaniem przygląda się rozgrywanemu obecnie w Warszawie turniejowi szachistów; postanowił nagrodzić najładniejszą grę premią w wysokości 500 marek”. W 1928 r. spełniając prośbę zarządu Krakowskiego Klubu Szachistów, Piłsudski przyjął honorowy patronat nad turniejem z okazji 35-lecia klubu. Specjalną nagrodę – złote pióro, które Marszałek ufundował, wygrał Tadeusz Konczyński. W rewanżu za zaangażowanie Józefa Piłsudskiego w rozwój gry szachowej poszczególne kluby obdarzały Marszałka wyróżnieniami. W 1922 r. działacze Akademickiego Związku Szachowego z Warszawy wyróżnili Józefa Piłsudskiego dyplomem honorowego członka swojego klubu.

W 1926 r. nieoczekiwanie zabrakło nazwiska Józefa Piłsudskiego wśród sponsorów pierwszych, historycznych szachowych mistrzostw kraju, które odbyły się w Warszawie na przełomie kwietnia i maja. Sprawę tę tłumaczy się w prosty sposób. Mistrzostwa przeprowadzono tuż przed przewrotem majowym, Marszałek miał wówczas ważniejsze zadania do wypełnienia. Inna sprawa, że organizatorzy turnieju wyszukali patronów mistrzostw Polski wśród polityków, którzy nie identyfikowali się z działalnością samotnika z Sulejówka. Sternikom Polskiego Związku Szachowego pomocą głównie finansową służyli zatem premier Aleksander Skrzyński i minister Władysław Raczkiewicz. Rok później, w 1927 r., czyli po dojściu Józefa Piłsudskiego do władzy, tuż przed rozpoczęciem drugich mistrzostw Polski, organizatorzy otrzymali od Marszałka niebagatelną jak na ówczesne czasy kwotę 1000 zł z przeznaczeniem na jedną tylko nagrodę za najpiękniejszą partię turnieju. Działacze związkowi oraz działacze Łódzkiego Towarzystwa Zwolenników Gry Szachowej, obawiając się, „że ryzykowne nastawienie turniejowej gry może wpłynąć ujemnie na ogólny poziom i wartość partii, zwrócili się do Piłsudskiego z prośbą, czy nie zechciałby zgodzić się na podzielenie tej nagrody”. Odpowiedź, jaką uzyskali, była charakterystyczna dla temperamentu Marszałka: „za najpiękniejszą partię turnieju przyznaję 2000 zł!”.

Tę decyzję już ze zrozumieniem skomentował prezes Polskiego Związku Szachowego, nestor środowiska, Józef Żabiński: „rozumiemy dopiero głęboką a trafną myśl protektora obecnego turnieju Marszałka Piłsudskiego, który oceniając doniosłe znaczenie szachów jako międzynarodowego łącznika i czynnika propagandowego oraz w zrozumieniu istoty przezornego ryzyka, chce przez swą wysoką opiekę i znaczne poparcie materialne wykrzesać z naszych szachistów nowe siły, nowe talenty, nowe iskry Boże”. Kwota nagrody zaiste była imponująca i przewyższała ówczesne uposażenie prezesa Rady Ministrów. Józef Piłsudski wiedział jednak, co robi, wszak w turnieju grali m.in. Akiba Rubinstein, Ksawery Tartakower, Kazimierz Makarczyk, Paulin Frydman, Teodor Regedziński. Z niektórymi z nich sam miał okazję potykać się przy szachownicy i na dodatek był dla nich wymagającym graczem.

Marszałek wcześniej gościł u siebie kilku wybitnych polskich mistrzów i arcymistrzów, jak chociażby: Józefa Dominika, Kazimierza Makarczyka, Dawida Przepiórkę i Akibę Rubinsteina. Jeżeli można wierzyć Dawidowi Przepiórce, to Marszałek grał z nimi jak równy z równym. Podobny zresztą poziom gry prezentował na początku dwudziestolecia międzywojennego Kazimierz Sosnkowski. W Belwederze dla szachistów były zawsze czas i miejsce. Zresztą w wolnych od pracy chwilach stałym – niemal codziennym – szachowym rywalem Piłsudskiego był jego lekarz, dr Marcin Woyczyński. Z doktorem grywał również podczas wyjazdów wypoczynkowych poza granice kraju. Tak było m.in. na Maderze, gdzie czas wypełniał grą w szachy i układaniem pasjansów. Z Marszałkiem często potykał się również inny wielki miłośnik szachów, działacz Polskiego Związku Szachowego – płk Kazimierz Glabisz. Partiom szachowym zawsze towarzyszyły gorąca herbata i nieodłączne papierosy, których był namiętnym palaczem.

Józef Piłsudski w 1921 roku

Pod koniec lat dwudziestych i na początku lat trzydziestych Marszałek nadal aktywnie udzielał się w roli protektora najważniejszych imprez szachowych. W 1929 r. objął honorowy protektorat nad I drużynowymi mistrzostwami Polski, które odbyły się w Katowicach.

W 1930 r. przyjął na specjalnej audiencji reprezentację Polski (Akiba Rubinstein, Ksawery Tartakower, Dawid Przepiórka, Paulin Frydman, Kazimierz Makarczyk), która odniosła największy w historii polskich szachów sukces – zwycięstwo na olimpiadzie szachowej w Hamburgu.

O szachowych zainteresowaniach Piłsudskiego w dwudziestoleciu międzywojennym krążyły wręcz legendy. Jerzy Zaruba, znany warszawski karykaturzysta i rysownik „Cyrulika”, w 1931 r. pomieścił karykaturę pod jakże wymownym tytułem: Szachy na lachy, ukazującą Piłsudskiego jako „szachistę – polityka”. Sam Piłsudski również współtworzył tę legendę i wielokrotnie w wypowiedziach nawiązywał do tematyki szachowej. Przykładowo, zastanawiał się nad praktycznym znaczeniem gry. Indagowany w sprawie, czy szachy mają coś wspólnego ze sztuką wojenną, konstatował: „Zdolności szachowe nigdy mi przy tym nie pomagały. Przydatne okazały się natomiast w polityce. Wielcy szachiści – mówił – mają tak wyszkoloną wyobraźnię, że widzą całokształt i wszystkie szczegóły, jakie będą na szachownicy po kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu pociągnięciach”. Z kolei na łamach wojskowego „Strzelca” czytamy: „Szachy wymagają od grających dużo pomysłowości, przytomności umysłu i daru kombinacji. Są doskonałą gimnastyką umysłową, wyrabiają spostrzegawczość i rozwijają zdolności strategiczne. Szachy bowiem są niejako miniaturą wojny, którą wygrywa ten, kto lepiej się orientuje, lepiej kombinuje, jest lepszym dowódcą swych miniaturowych wojsk […]. Marszałek Piłsudski jest ich gorliwym wyznawcą i długie godziny spędza nad szachownicą”.

Władze polskich szachów doceniały wkład Piłsudskiego w rozwój królewskiej gry. 26 lutego 1933 r. z rąk prezesa Polskiego Związku Szachowego Józefa Rogozińskiego – w obecności m.in. Dawida Przepiórki, Kazimierza Piłsudskiego, Samuela Rosenblata, płk. Mariana Steifera, Bronisława Nakoniecznikoffa-Klukowskiego oraz kilku czołowych graczy – otrzymał on zaszczytną godność pierwszego honorowego prezesa Polskiego Związku Szachowego. Marszałek wyróżnienie to przyjął z nieukrywaną radością, wszak szachom poświęcił wiele sił i środków. Dostojnemu jubilatowi działacze związku wręczyli specjalny dyplom, na którym oprócz okolicznościowej formułki pomieszczono kontury granic Polski, gdzie wpisano jakże charakterystyczny diagram uroczej końcówki dziewiętnastowiecznej partii: Fenton–Potter (1895 r.). W potyczce tej grający białymi figurami pozornie stał na granicy przegranej. Tak też przez wiele lat specjaliści szachów traktowali przebieg tej partii.

W wersji drukowanej tekst wzbogacony jest o przypisy.

Ten tekst jest fragmentem artykułu „Pasje Józefa Piłsudskiego” autorstwa Tadeusza Wolszy pochodzącego z książki „Bez emocji. Polsko-litewski dialog o Józefie Piłsudskim” pod red. Danuty Jastrzębskiej-Golonkowej, Alvydasa Nikžentaitisa, Włodzimierza Sulei i Tadeusza Wolszy:

red. Danuta Jastrzębska-Golonkowa, Alvydas Nikžentaitis, Włodzimierz Suleja i Tadeusz Wolsza
„Bez emocji. Polsko-litewski dialog o Józefie Piłsudskim”
35 zł
Wydawca: IPN Warszawa, Instytut Polski w Wilnie, Instytut Historii Litwy
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-8098-839-2

Wydaje się, że pomysł działaczy Polskiego Związku Szachowego (jak przypuszczam Dawida Przepiórki i Kazimierza Piłsudskiego), aby pomieścić na dyplomie zapis owej końcowej fazy partii szachów, zawierał czytelny podtekst historyczny. Nawiązywał do nieodległych, ale jakże ważnych dziejów polskiej irredenty z lat I wojny światowej. Białe bierki, z którymi utożsamiano Komendanta i czyn legionowy, były stroną znacznie słabszą – tak jak nieporównywalnie słabsza była polska siła zbrojna w latach działań wojennych 1914–1918. Na pierwszy rzut oka sytuacja białych wydawała się beznadziejna, jak onegdaj beznadziejna wydawała się sytuacja okrążonej przez zaborców Polski. Radykalnie tę niekorzystną koniunkturę zmienił skromny pion białych, który przy sprzyjających okolicznościach mógł przerodzić się w groźnego i zwycięskiego hetmana. Było to, jak podaje Marian Steifer na łamach „Polski Zbrojnej”, „przedziwne, acz prawdziwe uchwycenie idei Marszałka”. Zwycięstwo białych nie było bowiem wynikiem przewagi materialnej, lecz splotem geniuszu i polotu. Taka ongiś była także koncepcja Komendanta w sprawie walki o niepodległość Polski, którą udało się w końcu zrealizować po 123 latach zaborów.

Józef Piłsudski wśród oficerów, którzy przybyli do Sulejówka 15 listopada 1925. Obok Piłsudskiego Gustaw Orlicz-Dreszer i Lucjan Żeligowski

18 kwietnia 1934 r. Piłsudski odpowiedział na prośbę inspiratorów przeprowadzenia w Polsce olimpiady szachowej i zgodził się zostać głównym patronem turnieju. Niestety, nie dożył tej imprezy. Józef Piłsudski zmarł w Warszawie 12 maja 1935 r. Władze Polskiego Związku Szachowego opublikowały wówczas odezwę: „Rozpoczęliśmy w ubiegłym roku przygotowania do tego turnieju – przede wszystkim zwróciliśmy się do stałego opiekuna szachów Marszałka Piłsudskiego o objęcie protektoratu nad Olimpiadą. Prośbie naszej Marszałek nie odmówił i protektorat objął. Niestety, nieubłagany los wykreślił postać największego Polaka z liczby żyjących, pozbawiając nas Protektora, którego nam nikt nie zastąpi”. W kraju w żałobnej szacie ukazały się czasopisma, w tym „Szachista” – organ Polskiego Związku Szachowego. Podczas uroczystości otwarcia olimpiady w Warszawie okolicznościowe przemówienie wygłosił płk dypl. dr Marian Steifer, który mówił o Marszałku i jego szachowej pasji. Dziennikarze prasowi odnotowali fakt, iż w sali rozgrywek mieszczącej się w Oficerskim Kasynie Garnizonowym w alei Szucha znajdowało się „popiersie Józefa Piłsudskiego, przystrojone barwami narodowymi i okryte żałobną flagą”. Jeden z publicystów zauważył: „Na ten widok głęboki żal przenikał wszystkich szachistów, że tak wielkiemu miłośnikowi szachów nie dane było doczekać tej przepięknej, ważnej i największej w Polsce imprezy szachowej”.

Niemniej „duch Marszałka” inspirował organizatorów imprezy. Przejawem był udział w zawodach reprezentacji Litwy, kraju, z którym Polska nie utrzymywała wówczas stosunków dyplomatycznych. Kością niezgody było oczywiście Wilno. Litwini (Vladas Mikėnas, Aleksandras Machtas, Isaac Vistaneckis, Povilas Vaitonis, Mark Luckis) oczekiwali przez kilka godzin na granicy obu krajów z nadzieją wjazdu do Polski. Początkowo niechętna przekroczeniu przez nich granicy była litewska straż graniczna. Strażnicy nie pozwolili na wjazd samochodu, którym podróżowali zawodnicy. Następnie wyrazili zgodę na dalszą podróż. W związku z tym szachiści część podróży, do pierwszej miejscowości po polskiej stronie, odbyli pieszo. Zwrócili się wówczas z prośbą o pomoc do Dawida Przepiórki i płk. dypl. Mariana Steifera, którzy załatwili sprawę. Po reprezentację Litwy organizatorzy wysłali samochody osobowe. Drużyna na czas dotarła do Warszawy.

Podczas olimpiady w sierpniu 1935 r. organizatorzy oraz komitet honorowy podjęli decyzję, iż należy udać się do Krakowa i złożyć hołd prochom Piłsudskiego. Kryptę Marszałka odwiedzili wówczas mistrzowie świata: Aleksander Alechin i Vera Menchik oraz m.in. wybitni arcymistrzowie: Ksawery Tartakower, Frank J. Marshall, Gideon Stahlberg, Rudolf Spielmann, Salo Flohr, Reuben Fine, Vasja Pirc, Mieczysław Najdorf i Paulin Frydman. Po zakończeniu olimpiady w wielu czasopismach ukazały się pozytywne recenzje z tej ze wszech miar udanej imprezy. Szczególnie pochlebnie wypowiadali się Amerykanie, notabene triumfatorzy zawodów. To właśnie w jednym z amerykańskich dzienników odnotowano, że było to po trosze zasługą wielkiego miłośnika szachów Józefa Piłsudskiego, którego duch unosił się nie tylko nad salą gry”.

Postać Piłsudskiego pozostała w pamięci środowisk szachowych do końca dwudziestolecia międzywojennego. Zwłaszcza wśród szachistów – żołnierzy. Pod koniec lat trzydziestych organizatorzy mistrzostw podoficerów oraz poszczególnych garnizonów i Okręgów Wojskowych Wojska Polskiego regularnie fundowali nagrody dla najlepszych zawodników w postaci portretów i płaskorzeźb z jego wizerunkiem. O ile mi wiadomo, identycznie postępowali inni organizatorzy zawodów sportowych, zwłaszcza w tych dyscyplinach, które były bliskie pierwszemu marszałkowi II Rzeczypospolitej.

Zadziwiająca rola pasjansa…

Pasją Marszałka były przede wszystkim szachy, jednak gdy zabrakło partnera do gry, stawiał pasjansa – bez względu na miejsce pobytu. Pasjansa układał w Belwederze, Sulejówku, Pikieliszkach, Druskiennikach, na Maderze i w wielu innych miejscach. Aleksandra Piłsudska wspomina, że „pasjanse odgrywały zawsze dużą rolę, jako sposób odpoczynku. Odciągały one myśli od spraw, które go gnębiły lub irytowały. Przy układaniu pasjansa jedna część mózgu zajęta jest jego układaniem, inna odpoczywa. Kiedy więc pasjans był skomplikowany, wymagał skupienia uwagi nad posunięciem, gnębiąca, uparta myśl musiała na czas jakiś ustąpić”.

Józef Piłsudski gra w szachy z Jędrzejem Moraczewskim (pierwszy z lewej) w Wołczecku

Sam Marszałek tak argumentował potrzebę dość częstego stawiania pasjansa: „Podczas tego swobodnie i bez przeszkód pracuje moja intuicja, kiedy zaś skończy się jej praca, kiedy dojrzały we mnie pewne postanowienia, kiedy przychodzi pora do myślenia nad wykonaniem, nad techniką, nad szczegółami – wówczas rzucam karty i powołuję do właściwej dla nich pracy świadome funkcje mojego intelektu. […] nieraz zdobywałem się na czyn, przed którym cofnąłby się niejeden, między innymi i dlatego, że z góry miałem pewność lub prawie pewność powodzenia…”. Nie budzi zatem zdziwienia to, iż Marszałka przy układaniu pasjansa można było zauważyć w latach pierwszej wojny światowej, w magdeburskiej twierdzy, w okresie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r., w Sulejówku przed przewrotem majowym oraz w trakcie licznych wojaży po świecie. Karty do pasjansa miał zawsze przy sobie, na wyciągnięcie ręki. Na ten aspekt zagadnienia zwrócił uwagę Bolesław Wieniawa-Długoszowski: „Upodobanie Komendanta do pasjansów tłumaczyłem sobie dłuższy czas przyjemnością, jaką znajdował w grze, w której za jednego partnera miał przypadek. Jeszcze za legionowych jednak czasów zwrócił moją uwagę fakt, iż tej niewinnej rozrywce poświęcał Komendant względnie wiele czasu, niejednokrotnie w chwilach bardzo ważnych, w momentach poprzedzających decyzję jego w zagadnieniach pierwszorzędnego znaczenia”. Dla Marszałka była to również rozrywka i wypoczynek, urozmaicenie dnia codziennego. Adiutant kpt. Mieczysław Lepecki co i raz opisuje Marszałka układającego pasjansa: „Teraz do godziny szóstej – wspomina – następował zwykle najnudniejszy czas. Marszałek wprawdzie nigdy po obiedzie nie spał i nawet nie kładł się, ale zagłębiał się często w zadumę, lub też kładł pasjansa”.

Samotnik z Sulejówka układał różne pasjanse, które określał własnymi nazwami. Na jego stoliku były więc obecne: „prześcieradło”, „warkocz Wenery”, „ogonki”, „uziemblina”, „piramidka” i „śmiglina”. Wacław Jędrzejewicz dorzuca jeszcze pasjans o nazwie „grób Napoleona”.

Zapewne to nie wszystkie pasje i fascynacje Marszałka, można jednak zaproponować konkluzję, że najważniejsze w jego życiu. Co więcej, był im wierny zarówno przed wybuchem wielkiej wojny, jak i w dwudziestoleciu międzywojennym.

[…]

W wersji drukowanej tekst wzbogacony jest o przypisy.

Ten tekst jest fragmentem artykułu „Pasje Józefa Piłsudskiego” autorstwa Tadeusza Wolszy pochodzącego z książki „Bez emocji. Polsko-litewski dialog o Józefie Piłsudskim” pod red. Danuty Jastrzębskiej-Golonkowej, Alvydasa Nikžentaitisa, Włodzimierza Sulei i Tadeusza Wolszy:

red. Danuta Jastrzębska-Golonkowa, Alvydas Nikžentaitis, Włodzimierz Suleja i Tadeusz Wolsza
„Bez emocji. Polsko-litewski dialog o Józefie Piłsudskim”
35 zł
Wydawca: IPN Warszawa, Instytut Polski w Wilnie, Instytut Historii Litwy
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-8098-839-2

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Tadeusz Wolsza
Polski historyk i politolog, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, pracownik Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej. Autor ponad dwustu publikacji naukowych, w tym kilkunastu książek.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy