Opublikowano
2015-08-15 19:30
Licencja
Wolna licencja

Wiktoria warszawska czy „cud nad Wisłą”? O roli Józefa Piłsudskiego w bitwie warszawskiej 1920 roku

Bitwa warszawska to zakrojona na olbrzymią skalę operacja strategiczna przeprowadzona na obszarze kilkudziesięciu tysięcy kilometrów kwadratowych. Uczeni, publicyści i pasjonaci historii do dziś spierają się o to, kto był autorem planu bitwy oraz kto odpowiada za jej finalny sukces. Czy był to Józef Piłsudski?


Strony:
1 2 3 4

Zobacz też: Józef Piłsudski i przewrót majowy

Stanisław Stroński, wybitny – w skali światowej – znawca poezji prowansalskiej, polityk obozu narodowego, poseł, redaktor „Rzeczpospolitej” i „Warszawianki”, w pierwszych latach polskiej niepodległości był bez wątpienia jednym z najbardziej zagorzałych przeciwników polityki Józefa Piłsudskiego. Dawał temu wyraz nie tylko w jakże licznych artykułach prasowych, lecz również w częstych przemówieniach wygłaszanych z sejmowej mównicy. Można jednak śmiało przyjąć, iż nawet przez chwilę nie przypuszczał, że jego artykuł napisany w przededniu bitwy warszawskiej, w którym odwoływał się do sławetnego „cudu nad Marną” z roku 1914, doczeka się licznych cytowań nieomal w sto lat później.

Polskie pozycje obronne pod Miłosną, sierpień 1920 (fot. domena publiczna)

Wspomniane określenie, odpowiednio sparafrazowane w formie nieomal modlitewno-błagalnej „o cud Wisły”, już wkrótce zaczęło żyć własnym życiem i (w głównej mierze za sprawą samego Strońskiego) stało się narzędziem politycznej walki wymierzonej w ówczesnego naczelnika państwa. Inaczej rzecz ujmując, przeciwnicy Piłsudskiego, aby zdeprecjonować jego zasługi jako dowódcy, poczęli odwoływać się w kontekście zwycięstwa z bolszewikami pod Warszawą do zjawiska cudu.

Adwersarzom naczelnego wodza była na rękę postawa sporej części polskiego Kościoła katolickiego, który zaczął wiązać zwycięskie rozstrzygnięcie bitwy warszawskiej z przypadającym 15 sierpnia świętem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. „Cud Wisły” miał się jakoby wydarzyć za jej wstawiennictwem. Z takim postawieniem sprawy nie godzili się, rzecz jasna, zwolennicy pierwszego marszałka Polski. Tym bardziej, że już wkrótce o laur zwycięzcy zaczęły rywalizować z Piłsudskim jak najbardziej rzeczywiste postacie, w szczególności Tadeusz Jordan Rozwadowski.

Przeczytaj także:

Tyle tytułem swoistego wstępu. Konwencja niniejszego artykułu wyklucza przedstawienie na jego łamach szczegółowych ustaleń historyków dotyczących problemu dowództwa i przede wszystkim odpowiedzialności za wynik bitwy warszawskiej. Istotę tego zagadnienia można – upraszczając – sprowadzić do pytania: komu zawdzięczamy wiktorię warszawską: Józefowi Piłsudskiemu, Tadeuszowi Rozwadowskiemu, czy może Maxime’owi Weygandowi, francuskiemu szefowi misji wojskowej w Polsce, o którym jeszcze przyjdzie nam szerzej powiedzieć? Jedno jest pewne: jak wiemy choćby z badań przeprowadzonych przez Grzegorza Nowika, o żadnym „cudzie” w przypadku rozstrzygnięcia bitwy warszawskiej mówić dziś już nie możemy. Znakomity Cat-Mackiewicz podsumowywał swego czasu:

Hasło „cudu” było pierwszą i najbardziej kurtuazyjną próbą odebrania Piłsudskiemu glorii zwycięstwa. Potem nastąpiło uporczywe twierdzenie, które szerzy ten sam profesor Stroński, że zwycięstwo przypisać należy dyrektywom generała Weygranda, że to on, a nie niedołężny, niefachowy Piłsudski był prawdziwym wodzem w tym zwycięstwie. (St. Cat-Mackiewicz, Historia Polski…, s. 146).

Tyle Cat, do którego przyjdzie nam jeszcze powrócić, bowiem jego trzeźwe i przenikliwe refleksje są, mimo piłsudczykowskich sympatii autora, aktualne po dziś dzień.


***

Nim przejdziemy do właściwych rozważań, prześledźmy wpierw okoliczności, które sprawiły, iż doszło do bitwy.

Józef Piłsudski, oceniając położenie odradzającego się po ponad 120 latach niewoli państwa polskiego, stwierdził, że

W tej chwili Polska jest właściwie bez granic i wszystko, co możemy […] zdobyć na Zachodzie, zależy od Ententy, o ile zechce ona mniej lub więcej ścisnąć Niemcy. Na Wschodzie to sprawa inna – tu są drzwi, które się otwierają i zamykają i zależy kto i jak szeroko siłą je otworzy…. (P.P. Wieczorkiewicz, Rok 1920…, s. 71)

Problem w tym, iż podobnie uważali decydenci bolszewiccy. Z tym zastrzeżeniem, że dla nich owe „drzwi” znajdowały się mniej więcej w Polsce, a droga przez nie prowadziła w dwóch kierunkach: ku Niemcom oraz na Węgry. W te rejony bolszewicy chcieli ponieść swe czerwone sztandary. Jak pisał Paweł Wieczorkiewicz, wojna między Polską a rodzącym się państwem sowieckim była nieuchronna, bowiem następowało nieuniknione zderzenie racji stanu obu państw, wynikające z jednej strony z chęci odbudowy kraju w jak najszerszych granicach, z drugiej zaś z ekspansjonistycznej idei bolszewickiego kierownictwa.

Dwie koncepcje

Przy okazji wschodnich posunięć Piłsudskiego wspomina się zazwyczaj o tak zwanej koncepcji federalistycznej jego obozu oraz o kontrpropozycjach rozwiązania wschodnich kwestii naszych granic proponowanych przez środowisko Romana Dmowskiego, czyli o tak zwanej koncepcji inkorporacyjnej. Jednym z założeń myśli federalistycznej było, jak przypomniał w swej rozprawie Jerzy Borzecki, „natężenie siły, aby możliwie daleko od miejsc, gdzie się nowe życie wykluwało i wykuwało [czyli od polskiej państwowości – K.K.], obalić wszelkie próby i zakusy [Rosji, czy to „białej”, czy „czerwonej” – K.K.] narzucenia raz jeszcze życia obcego”.

Polscy żołnierze ze sztandarami zdobytymi na bolszewikach w bitwie warszawskiej (fot. domena publiczna)

Aby tego dokonać, Piłsudski chciał spróbować „rozczłonkować” pogrążoną w wojnie domowej Rosję wzdłuż „narodowościowych sznytów”, czyli inaczej rzecz ujmując, pragnął on pomóc ruchom narodowym Ukrainy, Białorusi, państw bałtyckich oraz kaukaskich w uniezależnieniu się od Rosji oraz stworzeniu niezawisłych państw. Idea ta, której ojcem był Leon Wasilewski, zakładała, że wspomniane narody zwrócą się o pomoc w stronę Polski jako państwa nader rozwiniętego militarnie oraz przede wszystkim kulturowo. Była ona zakorzeniona w środowisku starej PPS od czasów wojny rosyjsko-japońskiej z początku XX wieku.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book: Paweł Rzewuski – „Wielcy zapomniani dwudziestolecia”

Autor: Paweł Rzewuski
Tytuł: „Wielcy zapomniani dwudziestolecia cz.1”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-0-8

Stron: 58

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

3,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Waldemar-1955 |

Okoliczności śmierci gen. Rozwadowskiego chwały J.Pił. Nie przynosi.



Odpowiedz

Gość: WszystkoJasne |

Tak trudno dokładnie przeanalizować co się wtedy wydarzyło? Poza tym Piłsudski akurat w tych dniach chwały, które zadecydowały o całej wojnie, nie brał udziału. Mało tego, On był przekonany że Polacy szybko przegrają, dlatego złożył Dymisję na ręce Witosa, bał się zostać przegranym. Można nawet stwierdzić, że "uciekł w pola bitwy", bo jak inaczej to nazwać. Wrócił szybko, gdy sowieci już uciekali, byli w odwrocie. Nie pomniejszam faktu, że Piłsudski przyczynił się do odzyskania niepodległości Polski, ale w bitwie warszawskiej nie brał udziału. Najgorsze jednak to, że nigdy do swojego tchórzostwa wtedy się nie przyznał a gen Rozwadowskiego i innych napiętnował. Wiemy do czego to doprowadziło. Poprzez takich bohaterów jak ks. Ignacy Skorupko i kpt. Stefan Pogonowski, wojnę z bolszewikami pomógł nam wygrać sam Bóg, zezwalając na interwencję Marii, Matkę Jezusa. Polecam się zapoznać https://marucha.wordpress.com/2012/08/15/matka-boza-laskawa-a-cud-nad-wisla-dzieje-kultu-i-laski/



Odpowiedz

@WszystkoJasne Same kłamstwa i kompletna ignorancja historyczna. Sprawdź kto dowodził kontruderzeniem znad Wieprza, w jaki sposób Piłsudski wykorzystał raporty wywiadu do zaplanowania z góry, ze sporym wyprzedzeniem planu Bitwy Warszawskiej. "Uciekł z pola bitwy" po czym przeprowadził z góry zaplanowaną akcję i totalnie pogromił bolszewików --- pewnie, brzmi "logicznie". Zastanów się zanim napiszesz.



Odpowiedz

Gość: Mariusz |

witam jesli rosja by naszła nas teraz majac atom itd to odwazyła by sie na rakiety ?? przeciez rakiety ostre mogłyby równiez ich zniszczyc --nie tak ??????



Odpowiedz

Gość: Mariusz |

witam mam pytanko w takim razie jesli łacznosc byłaby sprawna w 39 roku w armi polskiej i majac dobre dowodzenie to rosjan bysmy rozwalili i niemców mimo słąbosci naszych ?



Odpowiedz

Gość: F, Rad. |

Z tym Choińskim jest masa kłopotu. Odrzucił bibliografie, przejrzał od początku tzw. źródła i udowodnił masę zwyczjnych fałszerstw. Już nie dziesiątki, a setki tomów, z podpisami rozlicznych profesorów, w tym nawet jego patrona naukowego - prof. Pawła Wieczorkiewicza, w części dotyczącej okresu Międzywojnia - na śmietnik!



Odpowiedz
Krzysztof Kloc

Doktorant w Instytucie Historii Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, gdzie pod okiem prof. Mariusza Wołosa przygotowuje biografie ambasadora Michała Sokolnickiego. Interesuje się dziejami dyplomacji oraz historią polityczną Drugiej Rzeczypospolitej ze szczególnym uwzględnieniem losów obozu piłsudczykowskiego, polityką historyczną Polski Odrodzonej, biografistyką tego okresu, a także dziejami międzywojennego Krakowa.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org