Przemysław Wywiał: „Burza” zaczęła się na Wołyniu

28 stycznia 1944 r. utworzono 27. Wołyńską Dywizję Piechoty AK – jednostkę, która przez kilka miesięcy prowadziła zacięte walki z Niemcami, swój heroiczny szlak bojowy zakończyła zaś rozbrojona przez Sowietów. O polskich żołnierzach z Kresów, którzy rozpoczęli akcję „Burza”, opowiada dr Przemysław Wywiał.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Tomasz Leszkowicz: Z jakimi nastrojami wołyńskie AK rozpoczynało działania w ramach „Burzy"?

dr Przemysław Wywiał – historyk wojskowości, pracownik Instytutu Bezpieczeństwa i Edukacji Obywatelskiej Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie. Autor m.in. Józef Herzog - żołnierz niepodległości: wspomnienia i dokumenty (Kraków 2010), Konspiracja w Puszczy Kampinoskiej i Niepodległa Rzeczpospolita Kampinoska 1944 (Warszawa 2012), Związek Strzelecki w tworzeniu bezpieczeństwa narodowego Polski: tradycja i wyzwania XXI wieku (Łódź 2009). Autor wystawy Burza zaczęła się na Wołyniu, prezentowanej od 28 stycznia w Muzeum AK im. gen. Emila Fieldorfa „Nila” w Krakowie. Histmag.org jest patronem medialnym ekspozycji.
Przemysław Wywiał: Na terenie całego okupowanego kraju ludzie tworzący struktury Armii Krajowej szkolili się, prowadzili działalność konspiracyjną po to, by w odpowiedniej chwili podjąć walkę z Niemcami. Podobnie było i na Wołyniu. Morale społeczeństwa tego terenu było bardzo wysokie: mimo dwóch okupacji (sowieckiej i niemieckiej) i zbrodni dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, które zdziesiątkowały polską społeczność, udało się tutaj wystawić jednostkę liczącą około 6000 żołnierzy. Z pewnością byłaby ona jeszcze większa, gdyby nie konieczność pozostania części żołnierzy w miejscowościach zagrożonych napadami UPA w celu ochrony polskiej ludności.

T.L.: Jak można ocenić przygotowanie do walki 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty? W jakim stopniu na jej wartość bojową wpłynęły wcześniejsze walki z UPA?

P.W.: Na przygotowanie wołyńskiej Armii Krajowej do walki z pewnością wpłynął fakt, iż od połowy 1943 roku toczyła ona – pod maskującą nazwą „samoobrony” – walkę z oddziałami nacjonalistów ukraińskich, którzy przystąpili do bezwzględnej akcji eksterminacyjnej polskiej ludności. Już 22 kwietnia 1943 r. komendant Okręgu Wołyń AK wydał wytyczne dotyczące tworzenia samoobrony. Na Wołyniu powstało ponad sto takich ośrodków, kierowanych początkowo przez władze cywilne Delegatury Rządu i podległy im Państwowy Korpus Bezpieczeństwa; potem PKB podporządkowano dowództwu wojskowemu. W czerwcu 1943 r., w ramach reorganizacji sił i środków, znaczną część kadry dowódczej i całość sił wiejskich skierowano do samoobrony. Z inspektoratów Łuck i Równe wysłani zostali oficerowie na najbardziej zagrożone terrorem tereny północno-wschodnie. W większych placówkach tworzono placówki i kompanie, które poszczególne inspektoraty AK włączały do swoich planów mobilizacyjnych. W lipcu 1943 r. podjęto decyzję sformowania oddziałów partyzanckich, które miały operować w rejonach baz polskich i wspierać samoobronę w walce z oddziałami UPA. Działania te nie tylko sprawiły, że udało się uratować znaczną część polskiej ludności, ale żołnierze AK zdobyli również ogromne doświadczenie bojowe, które wykorzystali potem w trakcie „Burzy” – przez ponad pół roku w szeregach 27. Wołyńskiej Dywizji walcząc z Niemcami.

(fot. ze zbiorów Muzeum AK w Krakowie).

T.L.: Jakie cele postawiono żołnierzom polskim na Wołyniu w ramach "Burzy"?

P.W.: W związku z tym, że Komenda Główna AK negatywnie oceniała możliwości powstańcze na wschodnich terenach RP w związku ze zdziesiątkowaniem tam ludności polskiej, okręgowi wołyńskiemu przydzielono zadania drugorzędne, jak osłona powstania od wschodu. Na okręg nałożono jednak bardzo ważne zadanie o charakterze politycznym: zamanifestowanie wobec wkraczających Sowietów suwerenności RP i prawa do jej przedwojennego terytorium. W zaktualizowanych potem planach zakładano zmobilizowanie sił okręgu i przesunięcie ich wraz z istniejącymi już oddziałami partyzanckimi do zachodniej części Wołynia. Do walki z cofającymi się Niemcami przewidziano więc głównie siły inspektoratów Kowel i Łuck. Reszta miała być użyta na własnym terenie przede wszystkim do obrony ludności przed represjami ze strony okupanta i napadami nacjonalistów ukraińskich.

T.L.: Jak wyglądała współpraca AK ze stroną sowiecką – partyzantami i Armią Czerwoną?

(fot. ze zbiorów Muzeum AK w Krakowie).
P.W.: W czasie okupacji niemieckiej na Wołyniu istniała duża nieufność wobec bardzo aktywnej tam sowieckiej partyzantki. Żywa była przecież pamięć o terrorze i represjach ze strony aparatu sowieckiego w latach 1939-1941. W rozkazie z 17 maja 1943 roku o tworzeniu samoobrony komendant Okręgu Wołyń pisał: „Zakazuję nawiązywania współpracy z sowieckimi oddziałami partyzanckimi. Nie odejmuję im prawa pobytu na naszej ziemi, gdy trwa wojna. Dowódcy wszystkich szczebli mają obowiązek uczynić wysiłek, aby Polacy znajdujący się w partyzantce sowieckiej znaleźli się w oddziałach polskich. Odpowiednio mocna i zwarta postawa polskich oddziałów powinna spowodować skupienie się Polaków. Przestrzegam przy tym przed wnikaniem w tej akcji prowokatorów i komunistów do szeregów polskich”. Z resztą przyczyn akcji ukraińskich nacjonalistów dopatrywano się m.in. w polityce ZSRR po 17 września 1939 roku. Mimo to dochodziło do przypadków taktycznej współpracy między Polakami a Sowietami w walce z UPA.

Na początku marca 1944 r. dowództwo 27. WDP AK, która operowała w tym czasie już bezpośrednio w strefie przyfrontowej, nawiązało łączność z Armią Czerwoną. Na spotkaniu ustalono, że 27 WDP AK podporządkuje się pod względem taktycznym dowództwu sowieckiemu i weźmie udział w bitwie kowelskiej, zachowując jednak swoją podległość władzom polskim w Warszawie i Londynie. Niestety, jak wynika ze wspomnień żołnierzy, współpraca często nie wyglądała tak jak powinna: zdarzało się, że Sowieci wbrew zobowiązaniom opuszczali swoje pozycje pozostawiając oddziały polskie samemu sobie w walce z przeważającymi siłami Niemców (czego przykładem właśnie operacja kowelska).

Również koniec współpracy między AK a Armią Czerwoną był tragiczny: Sowieci postąpili z Wołyńską Dywizją tak samo jak z innymi formacjami AK, które ujawniły się w czasie „Burzy”. 25 lipca w Lubartowie doszło do spotkania szefa sztabu dywizji mjr. Tadeusza Rychter-Sztumberka „Żegoty” z gen. Fokanowem, dowódcą 29. Korpusu Piechoty Gwardii, kiedy to uzgodniono dalsze współdziałanie w kierunku na Warszawę. Niestety, tuż po tym w Skrobowie polscy oficerowie usłyszeli żądanie złożenia przez dywizję broni. Równocześnie maszerujące w kierunku Lubartowa oddziały AK zostały otoczone przez wojska sowieckie złożone z piechoty, czołgów i artylerii. Po latach mjr „Żegota” tak będzie wspominał te chwile: „Nikt z nas, dowódców, nie mógł i nie chciał wziąć odpowiedzialności za ewentualne rozpętanie konfliktu. Historia nas za to osądzi” – dywizja złożyła broń, a polowa radiostacja otwartym tekstem nadała do Londynu ostatnią depeszę: „Sowieci nas rozbrajają 27 d.p.”

Polecamy e-booka „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7

T.L.: Na czym polegała specyfika operacji prowadzonej przez 27. Dywizję Piechoty?

P.W.: Walka 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, jednostki podporządkowanej legalnym władzom Państwa Polskiego, czyli Rządowi w Londynie, miała zademonstrować wkraczającym Sowietom prawa Rzeczypospolitej do Kresów Wschodnich. Utrudniała ją postawa społeczności ukraińskiej na tym terenie i dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów mordów. Stąd na przykład – to sytuacja niespotykana gdzie indziej – zwolnienie z szeregów części żołnierzy w momencie przejścia na Lubelszczyznę: byli oni potrzebni do obrony polskich wiosek i miast przed atakami ze strony oddziałów UPA. Mówiąc o specyfice operacji prowadzonej przez 27. WDP AK, warto również przypomnieć, iż toczyła ona walki nie tylko na Wołyniu, ale i Podlasiu oraz Lubelszczyźnie. A niektórzy żołnierze wołyńskiej Armii Krajowej – jak Zbigniew Ścibor-Rylski, obecny prezes Związku Powstańców Warszawskich – wzięli także udział w powstaniu warszawskim.

(fot. ze zbiorów Muzeum AK w Krakowie).

T.L.: Które bitwy stoczone przez żołnierzy polskich można uznać za najważniejsze starcia operacji?

P.W.: Pod koniec marca 1944 r. 27. WDP AK znalazła się w strefie bezpośrednich działań Armii Czerwonej prowadzącej operację kowelską. Zgodnie z zawartymi z Sowietami ustaleniami, jej zadaniem było wiązanie sił niemieckich na południowy zachód od Kowla, utrzymanie przepraw przez Bug, prowadzenie rozpoznania ruchu wojsk niemieckich i działania zaczepne. W kwietniu dywizja toczyła ciężkie walki pod Sztuniem i Zamłyniem, gdzie musiała stawiać opór przeciwnikowi wyposażonemu w czołgi i lotnictwo. Nie powiódł się zarządzony przez ppłk. Jana Kiwerskiego zwrot zaczepny na kierunku Lubomla i Włodzimierza Wołyńskiego. Przyczyną niepowodzenia natarcia było wprowadzenie przez Niemców dodatkowych sił z 5. Dywizji Pancernej SS „Wiking” i 214. Dywizji Piechoty oraz nieprzewidywalna postawa Sowietów: ich oddziały często opuszczały zajmowane pozycje i bez powiadomienia o tym Polaków przemieszczały się do innych rejonów. Ostatecznie Polacy zostali zmuszeni do wycofania się na skraj lasów mosulskich. Przelewając krew w operacji kowelskiej żołnierze Armii Krajowej związali duże siły niemieckie w krytycznym momencie zmagań o Kowel. Udało im się osłonić atakujące miasto wojska sowieckie i zapewnić przeprawę sowieckich oddziałów partyzanckich przez Bug na tyły Niemców. Cena była jednak bardzo wysoka – trzytygodniowe walki toczone przez 27. WDP AK były chyba najcięższe w jej historii: poległo około 350 żołnierzy (w tym dowódca dywizji ppłk Kiwerski), 160 odniosło rany, 170 trafiło do niewoli, a 1600 uległo rozproszeniu.

(fot. ze zbiorów Muzeum AK w Krakowie).

Nie wolno jednak zapominać ani o późniejszym szlaku bojowym Dywizji: przez Polesie Wołyńskie, Podlasie po Lubelszczyznę, ani też o tym co poprzedzało te wszystkie wydarzenia: tworzenie od 1943 roku samoobrony wołyńskiej i oddziałów partyzanckich, które broniły polską ludność przed napadami ukraińskich nacjonalistów.

T.L.: Jak potoczyły się dalsze losy żołnierzy biorących udział w wołyńskiej „Burzy”?

P.W.: Po rozbrojeniu część żołnierzy trafiła do „armii Berlinga” i wzięła udział w dalszych walkach z Niemcami dochodząc aż do Berlina. Niektórzy kontynuowali walkę w podziemiu z nowym już okupantem – sowieckim. Grupie żołnierzy 27. WDP AK udało się przedrzeć do Warszawy, gdzie wzięli udział w powstaniu.

Za przynależność do AK wielu było represjonowanych: mjr Jan Szatowski „Kowal” usłyszał wyrok śmierci (odzyskał wolność po 7-letnim uwięzieniu we Wronkach i Rawiczu), ostatni dowódca 27. WDP AK płk Jan Kotowicz „Twardy” został skazany na 10 lat więzienia, szef sztabu dywizji mjr Tadeusz Sztumberk-Rychter „Żegota” trafił do obozu NKWD w Diagilewie, w głąb ZSRR zesłany został również por. Franciszek Pukacki „Gzyms” – to tylko niektóre przykłady.

(fot. ze zbiorów Muzeum AK w Krakowie).

Po wojnie, kiedy tylko stało się to możliwe, rozsiani po całym kraju żołnierze 27. WDP AK zaczęli szukać ze sobą kontaktów. Spotykali się w prywatnych mieszkaniach i kościołach. Zaraz po „przemianach październikowych”, w lipcu 1957 r., zorganizowano pierwszy Zjazd żołnierzy dywizji w Warszawie, a w kolejnych latach środowiska „27” mogły działać w ramach ZBoWiD. W okresie „wiosny Solidarności” zaczęto legalizować grupy środowiskowe. 30 stycznia 1981 r. odbyło się zebranie założycielskie Środowiska Żołnierzy „27” w Warszawie. Bardzo aktywne było Krakowskie Środowisko Żołnierzy 27. WDP AK, związane z kościołem św. Jadwigi Królowej, gdzie udało się stworzyć Panteon Narodowy. Krakowskie środowisko zainicjowało również ufundowanie sztandaru dywizji, który 20 listopada 1988 r. poświęcił na Wawelu kard. Franciszek Macharski. Dzięki tej działalności pamięć o walce wołyńskiej Armii Krajowej – mimo starań komunistów – nie została zatarta.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Zobacz też: Rzeź wołyńska – historia i pamięć o zbrodni UPA

Zobacz też:

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Tomasz Leszkowicz
Doktor historii, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Autor artykułów w czasopismach naukowych i popularnych. W czasie wolnym gra w gry z serii Europa Universalis, słucha starego rocka i ogląda seriale.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy