Opublikowano
2013-11-10 13:05
Licencja
Wolna licencja

Dlaczego Piłsudski? Na marginesie obchodów Narodowego Święta Niepodległości

W listopadzie 1918 roku władza nad odradzającą się Polską niemal leżała na ulicy. Dlaczego sięgnąć po nią mógł tylko Józef Piłsudski, akceptowany jako jedyna możliwa opcja nawet przez jego wielkiego rywala, Romana Dmowskiego?


Strony:
1 2 3

Zobacz też: Józef Piłsudski i przewrót majowy

Obwieszczenie POW o przybyciu Józefa Piłsudskiego z Magdeburga do Warszawy, 10 listopada 1918 roku Na temat odrodzenia polskiej państwowości w 1918 roku, znaczenia Listopada (celowo pisanego wielką literą) czy też roli Józefa Piłsudskiego w procesie odzyskiwania przez Polskę niepodległości, wylano już morze atramentu. Pióra dzierżone w dłoniach historyków, pisarzy, polityków, publicystów, komentatorów, pasjonatów polskich dziejów, kreśliły na łamach licznych uczonych rozpraw i artykułów, obszernych studiów, szkiców i przyczynków, popularnych książek, literatury pięknej, w końcu – panegiryków i paszkwili, niezliczone wersje wydarzeń, które finalnie doprowadzić miały do narodzin II Rzeczypospolitej.

Wszyscy ci autorzy, często z wielką pasją, nierzadko ujawniając swe prywatne sympatie i antypatie, snuli swe narracje, w których jakże często bohater stawał się zdrajcą, zdrajca zaś – bohaterem. Kreuje się więc, bo przecież wciąż się to dzieje, tak „czarne”, jak i „złote” legendy, które swym cieniem bądź blaskiem okrywają postacie, z którymi w kontekście powstania polskiego państwa spotykamy się już od najmłodszych lat. Z czasem więc, im dalej w las rodzimego dziejopisarstwa, coraz trudniej o wyważony sąd. Ba! – coraz trudniej o zgodę w kwestii podstawowej faktografii.

W sposób szczególny problem ten uwidacznia się, jeśli idzie o wspomnianą już osobę Józefa Piłsudskiego. Bez wątpienia postać ta – tu chyba wszyscy mogą się zgodzić – przemierza zazwyczaj karty polskiej historiografii albo niesiona w lektyce, albo przygarbiona od nadmiaru zgromadzonego bagażu. Zjawisko to poszło tak daleko, iż niektórzy pozwalają sobie nawet na uwagę, iż polska historia, w szczególności pierwszej połowy XX wieku, jest „upiłsudczona”. Niemniej, mówiąc o wydarzeniach, jakie rozegrały się późną jesienią 1918 roku na ziemiach polskich, nikt o zdrowych zmysłach o Piłsudskim nie zmilczy. Choćby z tego powodu, iż człowiek, który kilka lat przed wybuchem wielkiej wojny z przekonaniem rzucił do Stefana Żeromskiego, iż jeśli uda mu się ułożyć właśnie stawianego pasjansa, w przyszłości stanie się dyktatorem wolnej Polski, w listopadzie 1918 roku faktycznie tym dyktatorem został.

W tym miejscu można by zmienić kolor czcionki na złoty i uderzyć w podniosłe tony, snując gawędę o tym, jak to zubożały szlachetka spod Wilna wskrzesił polskie państwo i stanął na jego czele. Amerykański sen, przepowiedziany przecież jakoby Piłsudskiemu na syberyjskim zesłaniu – jak głosi jedna z legend – przez Cygankę, która okrzyknąć go miała „przyszłym Carem”. Tymczasem, szanując tak inteligencję czytelników, jak i pamięć o Pierwszym Marszałku Polski, powiedzieć wypada, że historia Brygadiera broni się sama. Parafrazując słowa znanego historyka, śmiało można stwierdzić, iż naturalną konsekwencją I wojny światowej oraz działań przedsięwziętych podczas niej przez Piłsudskiego było objęcie przezeń władzy w Polsce w listopadzie 1918 roku. Słowo „oraz”, dodam, jest w zdaniu poprzednim kluczowe. By stać się bowiem Naczelnikiem Państwa, Piłsudski musiał wcześniej wykorzystać wszystkie możliwości, które otworzyła przed nim wielka wojna. Obrazowo rzecz ujmując, Komendant musiał tańczyć, jak mu zagrają. Do czasu. Tancerzem bowiem był przednim, więc i grajkowie pospali się ze zmęczenia, a on tańczyć mógł dalej. Nieraz jednak był to swoisty taniec na linie. A i niejeden piruet Piłsudski raczył był wykonać.

Powrót Legionów do Warszawy w grudniu 1916 r. celem włączenia ich do Polskiej Siły Zbrojnej (ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-H-222)

Wizjoner?

Spór o to, czy Piłsudski przewidział przebieg I wojny światowej, (iż państwa centralne wpierw pobiją Rosję, następnie zaś same zostaną pobite przez zachodnią koalicję), toczył się już w literaturze nieraz. Sam Marszałek, już w latach późniejszych, takie supozycje wyśmiewał, choć istotnie przesłanki do takiego założenia istnieją1. Można jednak rzec, iż Piłsudski nie tyle rozwiązania wojenne przepowiedział, ile pragnął, by światowy konflikt w taki właśnie sposób się zakończył. Było to myślenie, które w czasie wojennych zmagań prowadziło go do konkretnych rozwiązań, do wyboru wariantów, które pozwalały mu na „licytację sprawy polskiej wzwyż”. Pamiętajmy bowiem, iż wybory dotyczące orientacji na któregoś z zaborców nie miały charakteru dogmatów. Podobnie przecież rzecz się miała ze stanowiskiem Romana Dmowskiego. Mało tego, niektórzy przypuszczają, iż miarowe, naprzemienne walenie przez obu panów w bęben narodowej sprawy odbywało się za ich mniej czy bardziej skrytym, ale jednak porozumieniem.

Jedno z pewnością jednak Piłsudski przewidział. Wiedział, iż w chaosie wyłaniającym się z wojennej pożogi, niezależnie od tego, czy któreś z mocarstw zaborczych wyjdzie z konfliktu zwycięsko, siłą stabilizacyjną, a jednocześnie realną, będzie armia. Polskie wojsko. Na nie więc Piłsudski stawiał w swych planach już od czasów swej socjalistycznej przeszłości, w czasach strzeleckich, jak i podczas wielkiej wojny, gdy za wszelką cenę starał się zachować żywotną siłę armii na bliżej nieokreśloną, a z czasem coraz bardziej przewidywalną, szczególnie od czasu wybuchu rewolucji w Rosji, przyszłość. Samodzielny czyn zbrojny, zainicjowany przez Piłsudskiego i jego Strzelców w początkach światowego konfliktu, był początkiem obranej kilka lat wcześniej drogi. Drogi, którą Piłsudski jasno nakreślił m.in. w znanych szkicach powstałych na fundamencie jego doświadczeń rewolucyjnych oraz przemyśleń dotyczących wojny rosyjsko-japońskiej: w Zadaniach praktycznych rewolucji w zaborze rosyjskim oraz Geografii militarnej Królestwa Polskiego. Wytyczona wówczas przez lidera bojowców ścieżka miała prowadzić wprost do dwu jasno sprecyzowanych punktów na niepodległościowej mapie – suwerennego rządu i wojska.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Michała Przeperskiego „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”:

Autor: Michał Przeperski
Tytuł: „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-3-9

Stron: 86

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Jerzy Lepecki |

Bardzo ciekawy tekst. Warto by tez cos napisac o roli Polaków w Paryzu, na konferencji Wersalskiej, bo tak naprawde to tam rozstrzygaly sie sprawy zasadnicze dla Polskiej niepodleglosci i wogóle sytuacji na arenie miedzynarodowej, uznania przez mocarstwa itd.



Odpowiedz

Gość: TomaszST |

Do Janko: no proszę Cię... poczytaj najpierw czym był obóz koncentracyjny, a następnie czym był obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Akurat Piłsudskiemu order od Łotyszy się należał i nie był tylko gestem dyplomatycznym. Mnie po prostu spodobała się jego nazwa - jednak dość nietypowa nazwa nawiązująca do bohatera eposu. Coś jakby u nas np. przyznawano Order Wołodyjowskiego. Odnośnie kartki do Marszałka. Czy Pan ma złudzenia co do sposobów postępowania różnych akolitów i "ministrantów" każdej władzy, często tych samych ludzi?



Odpowiedz

Gość: Bolesław W. |

no i co z tego, że otrzymał taki order ? Krzyż Virtutti Militari dostał np. Breżniew. A jeżeli chodzi o zmuszanie do wysłania kartki (wątpię zresztą) to zdecydowanie lepsze niż zmuszanie do uczestniczenia w pochodach pierwszomajowych. Za odmowę groziły konsekwencje



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Z Wikipedii: wśród licznych odznaczeń przyznanych JP znalazł się i "Order Zabójcy Niedźwiedzia" (właśc. Order Wojskowy Lāčplēsisa[1]; łot. Lāčplēša Kara ordenis) – najwyższe łotewskie odznaczenie wojskowe, ustanowione 11 listopada 1919. Dewizą orderu było: PAR LATVIJU (Za Łotwę). "Autorytet" - przymusowo wtłaczany do głów - zgadza się. Moja mama została w szkole (w Krakowie)razem z innymi koleżankami skłoniona do wysłania na Maderę kartki pocztowej z życzeniami dla Marszałka. Nie wspominała tego wydarzenia jako przymusu, ale można się zadumać.



Odpowiedz

Gość: Róża |

Ten artykuł jest właściwie o niczym, pełen własnych interpretacji, szczególnie w odniesieniu do charakterów osób z tamtych lat, których się osobiście nie znało. Zbyt mało konkretnych faktów. Czyta się to jak wypracowanie licealisty na język polski z wątkiem historycznym.
...



Odpowiedz
Krzysztof Kloc

Doktorant w Instytucie Historii Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, gdzie pod okiem prof. Mariusza Wołosa przygotowuje biografie ambasadora Michała Sokolnickiego. Interesuje się dziejami dyplomacji oraz historią polityczną Drugiej Rzeczypospolitej ze szczególnym uwzględnieniem losów obozu piłsudczykowskiego, polityką historyczną Polski Odrodzonej, biografistyką tego okresu, a także dziejami międzywojennego Krakowa.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org